Szkolenie bojowe cichociemnych

wpis: | 30.03.2024
szkolenie bojowe cichociemnych

W polskiej historii close-combat jest interesujące, na ile szkolenie bojowe cichociemnych było realizowane w oparciu o działalność pionierów tej dziedziny. Okazuje się, że te związki były ścisłe. Są świadectwa wskazujące z dużym prawdopodobieństwem, że Fairbairn i Sykes OSOBIŚCIE brali udział w niektórych szkoleniach polskich bojowników. A już za pewnik można przyjąć, że bezpośrednio od nich tę wiedzę czerpali polscy instruktorzy.

Ośrodki, gdzie realizowano szkolenie bojowe cichociemnych

Rekrutacją, szkoleniem i zrzutami cichociemnych zajmował się Oddział VI Sztabu Naczelnego Wodza. Współpracował on z polską sekcją brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE). Traktowany był jako komórka Armii Krajowej, a jego oficerowie oraz pracownicy cywilni składali przysięgę na rotę AK. Cichociemni nie byli agentami SOE, a podlegali wyłącznie KG Armii Krajowej. Ośrodki szkolenia cichociemnych miały kierownictwo polsko – brytyjskie. Polski komendant odpowiadał za proces szkolenia, brytyjski za obsługę administracyjno – materiałową.

Cichociemni szkoleni byli w ok. trzydziestu specjalnościach na kursach organizowanych w różnych wyspecjalizowanych brytyjskich Special Training School (STS) oraz w polskich bazach. Jeśli chodzi o walkę bezpośrednią, ich szkolenie prowadzono kolejno w kilku ośrodkach. Pierwsze kursy, mianowicie dywersyjno-strzelecki, walki wręcz, walki nożem, sabotażu, minerstwa i in. zorganizowano jesienią 1940 w Inverlochy w Szkocji (STS 25). Później kursy walki konspiracyjnej organizowano w STS 38 w Briggens (1941/1942). Od 1 maja 1942 działał najsłynniejszy ośrodek, STS 43 w Audley End, oddanym Polakom przez SOE na wyłączność. W 1944 szkolono także w Ośrodku Wyszkolenia nr 10 (OW 10) w Ostuni we Włoszech.

Weterani licznych kampanii, komandosi, skrytobójcy, dywersanci, szpiedzy podczas zajęć szkoleniowych na dziedzińcu Audley End

Zakres szkolenia bojowego

Niezależnie od głównych zadań, do których był przygotowywany agent, każdy z nich musiał ukończyć kurs walki konspiracyjnej. Jak podkreślają źródła, największy nacisk kładziono na zaprawę fizyczną i umiejętność strzelania. Szczególnie ważne było używanie broni w niespodziewanych sytuacjach (mowa jest na przykład o szybkim STRZELANIU Z BIODRA), biegi na orientację , walka wręcz.

Szkolenie bojowe cichociemnych oparto o dwa fundamenty: zasadę jak najmniej teorii, jak najwięcej praktyki oraz nieustanny, morderczy trening fizyczny i strzelecki. Jak np. wyliczył Valentine w książce „Baza 43”, dziewięćdziesiąt godzin przeznaczono na zajęcia związane z uzbrojeniem, materiałami wybuchowymi i walką wręcz, a na organizację sił wroga tylko cztery godziny. W interesującym nas zakresie realizowano dwa kursy:

  • kurs zaprawowy – obejmował zaprawę fizyczną, m.in. intensywne ćwiczenia, biegi przełajowe w terenie itp. oraz szkolenie z zakresu: walki wręcz, walki nożem, dżu-dżitsu, dywersji, minerstwa, strzelectwa (strzelanie z różnych rodzajów broni, z różnych pozycji, w różnych warunkach), terenoznawstwa. Ponadto kurs obejmował szkolenie nt. organizacji sił wroga, podstaw łączności radiowej, języka angielskiego.
  • kurs walki konspiracyjnej – przygotowywał do prowadzenia walki z wrogiem w kilkuosobowym zespole dywersyjno-sabotażowym, działającym w warunkach konspiracji. Nadal istotne znaczenie miała zaprawa fizyczna, wyrabiana m.in. na torze przeszkód, przeprawie linowej przez rzekę, podczas biegów przełajowych z ekwipunkiem. Kurs obejmował ponadto: doskonalenie umiejętności strzeleckich (strzelanie z różnych odległości, do tarcz, manekinów, w ciemnościach, w ruchu, podczas przeprawy przez tor przeszkód czy wspinania się po linie), minerskich, posługiwanie się łącznością, planowanie i prowadzenie akcji bojowych, podstawy zwiadu, zbierania informacji, orientacji w terenie, czytania map, prowadzenia pojazdów, a nawet taktyki działania SS. Kurs trwał ok. 3–8 tygodni.

Ciemna strona mocy

Część kursu walki konspiracyjnej łatwo było pomylić ze szkoleniem przestępców. Tematami były kradzieże, zakładanie min-pułapek, zabójstwa, włamania do budynków, niszczenie pociągów i urządzeń przemysłowych, otwieranie zamków, fałszerstwa, szybka ucieczka różnymi środkami lokomocji i najważniejsza umiejętność, jak to określano, kłamstwo doskonałe.

Na kursie uczono również samoobrony oraz sposobów chwytania i obezwładniania przeciwnika. Instruktorzy nakazywali kursantom brutalność. Podkreślano, że od szybkości reakcji może zależeć ich życie i że kiedy przyjdzie im walczyć na najbliższym dystansie, zawsze będzie to starcie na śmierć i życie.

Prowadzone były też kursy dywersyjno-sabotażowe, na których uczono wysadzania mostów, torów kolejowych i obronnych bunkrów, niszczenia sieci i urządzeń telekomunikacyjnych, przygotowania zasadzek na transporty drogowe i maszerujące kolumny, likwidowania małych grup nieprzyjaciela i pojedynczych osób w mieszkaniach, na ulicach, drogach i pociągach. Uzupełnieniem tego szkolenia był kurs walk ulicznych odbywający się w jednej z dzielnic Londynu zniszczonych przez bombardowanie.

Szkolenie bojowe cichociemnych
Szkolenie bojowe cichociemnych

Inny podobny kurs, w surowych warunkach północnej Szkocji, w dalszym ciągu ćwiczył siły fizyczne przez gimnastykę, biegi i walkę wręcz; dawał podstawy sztuki minerskiej i zaprawiał w szybkim strzelaniu z pistoletów krótkich i broni maszynowej.

[…] taką samą karę [pieniężną – SK] płaciło się zresztą za złe strzelanie, zbyt wolną zmianę opróżnionego z ładunków magazynka pistoletu lub niezdarne usuwanie zacięcia broni.

Por. Leszek Starzyński ps. „Malewa”, w „Drogi cichociemnych”

Polscy instruktorzy

Instruktorzy często sami przeszli szkolenie bojowe cichociemnych, zanim na jakiś czas pozostali w STS w charakterze szkoleniowców. Wielu z nich zostało później skierowanych do pracy w AK lub w ramach innych operacji przerzuceni do okupowanej Europy na misje specjalne. Niemal wszyscy wykładowcy w polskiej sekcji SOE byli Polakami, a szkolenie odbywało się głównie po polsku.

Niektórzy instruktorzy w Bazie 43. Od lewej: Różański, Kuczała, Janczyszyn, Zubrzycki, Ihnatowicz, Hartman, Mackus, Pospieszalski, Piotrowski

Poniżej lista tych kilku polskich instruktorów z STS 43, którzy zajmowali się szkoleniem w walce w bezpośrednim kontakcie. Zwraca uwagę, że we wszystkich wspomnieniach cichociemnych jest mowa o nauce walki wręcz. Tymczasem na wykazach instruktorów żaden nie ma wymienionej takiej specjalności, jak to jest np. przy nauce strzelania. Można przypuszczać, że walkę wręcz traktowano jako element ćwiczeń fizycznych i terenowych. Na pewno miało miejsce w przypadku zajęć prowadzonych przez por. Maćkowiaka. Możliwe też, że te tematy realizowali instruktorzy brytyjscy. Np. asystentem Maćkowiaka był Bill Harris, określany jako twardy specjalista od zapasów i walki wręcz.

  • Por. Z. Budyn: strzelanie. prowadzenie pojazdów, mechanika
  • por. Witold Dąbkowski: dywersja i ćwiczenia terenowe
  • por. Alfons Maćkowiak „Alma”: strzelanie, amunicja i zaprawa fizyczna
  • por. Aleksander Ihnatowicz „Ataman”: strzelanie ze wszystkich rodzajów broni

W szkoleniach CQC na pewno brali też udział inni instruktorzy. Np. wiadomo, że 15 listopada 1940 rozpoczął się kurs pod niewinną nazwą „drugi kurs strzelecki”. Prowadziło go czterech polskich instruktorów, w tym kpt. Strawiński, który był specjalistą minerstwa z Polskiego Korpusu Inżynieryjnego. Co tam się musiało dziać, pozostaje nam tylko się domyślać. Otóż, uczestnicy zostali pouczeni, iż należy zachować absolutne milczenie na temat wszystkich ćwiczeń zaliczonych podczas tego kursu.

Morderczy duet

Kiedy mówimy o walce wręcz oraz strzelaniu i szkoleniach w tym zakresie dla Polaków, to zwracają uwagę dwie postacie.

Aleksander Ihnatowicz-Świat, „Ataman” został przeszkolony m.in. na kursie dywersyjno – strzeleckim w STS 25 w Inverlochy w 1941. Potem był jednym z najpopularniejszych instruktorów w STS 43 i OW 10. Jego specjalnością było bronioznastwo i strzelectwo. Pomimo składanych raportów wielokrotnie otrzymywał odmowy zrzucenia do Polski.

W 1943 por. Ihnatowicz został urlopowany z szeregów WP i za zgodą MON wstąpił do Armii Brytyjskiej. Trafił do sekcji polskiej Special Forces No. 1 w Kairze. Odnosił wybitne sukcesy w działaniach specjalnych. Kilkakrotnie był zrzucany na teren wroga, a po wypełnieniu misji powracał do jednostki. Jako uczestnik Akcji Kontynentalnej oddał cztery skoki bojowe, najwięcej wśród polskich spadochroniarzy z okresu II wojny światowej. Po wojnie pozostał w służbie brytyjskiej oraz odnosił międzynarodowe sukcesy w sporcie strzeleckim.

Spośród grona licznych instruktorów, Polaków i Brytyjczyków, […] dwaj z nich pozostaną niezapomniani, a mianowicie ppłk Hartman i kpt. Ihnatowicz. […] Drugi, zwany pospolicie „Atamanem”, był instruktorem strzelania. Sam świetny znawca broni i doskonały strzelec, uczył nas metody „instynktownego strzelania” oraz zapoznawał ze wszystkimi rodzajami broni niemieckiej. W późniejszych walkach w Kraju „atamanowe” sposoby okazały się nieocenione, ratując życie wielu żołnierzom AK. W starciach z Niemcami byliśmy dzięki niemu na ogół szybsi, z naszych pistoletów padały pierwsze strzały, a to niejednokrotnie decydowało o powodzeniu.

Por. cc Leszek Starzyński ps. „Malewa”, w „Drogi cichociemnych”

Alfons Maćkowiak przybył do Bazy 43 w 1942 r. i zastąpił brytyjskiego instruktora zaprawy fizycznej, którego uważano za zbyt surowego. Został również asystentem Ihnatowicza. W czasie kampanii wrześniowej i potem francuskiej dał się poznać jako niezwykle waleczny żołnierz i dowódca liniowy. Maćkowiak uciekał i z transportu sowieckiego i z niemieckiego obozu jenieckiego, gdzie trafił po przegranej kampanii francuskiej.

Podczas przedzierania się do Anglii został w Hiszpanii zatrzymany przez wartownika. Jedynym wyjściem było usunięcie tego człowieka. Maćkowiak zaatakował go „w sposób, którego potem nauczał na kursach w Bazie 43”. Jaki to był sposób nie wiemy, ale musiał stanowić dobre uzupełnienie materiału brytyjskiego. Po wojnie pozostał w Wielkiej Brytanii i zmienił nazwisko na Alan Mack. Pracował jako nauczyciel wf.

Szanghajski ślad

Ian Valentine w książce „Baza 43”, powołując się na listy między brygadierem C.E.D. Bridg’em a mjr C. H. Casselsem stwierdza m. in., że na kursach w Inverlochy, gdzie uczono m. in. walki wręcz, obezwładniania strażników i walki z użyciem noża, często instruktorami byli POLICJANCI Z SZANGHAJU.

Wzmianka o policjantach z Szanghaju momentalnie przywodzi nam na myśl Fairbairna i Sykesa. Oczywiście, mogą wchodzić w grę jacyś ich dawni współpracownicy, którzy za nimi trafili do SOE. Tak jak np. protegowany Fairbairna, podwładny z czasów szanghajskich „Pat” O’Neil, szkolił Devills Brigade w Kanadzie. Teraz tego nie wiem. Jednak znając pasję panów F. i S., konstruktorów noża używanego też przez cichociemnych, można założyć, że to oni dawali instruktaż z pierwszej ręki. Potwierdzenie faktu, że policjanci z Dalekiego Wschodu szkolili cichociemnych znajdziemy też w innych miejscach. Pisze o tym m. in. IPN w publikacji nt. cichociemnych, chociaż trochę w niepoważny sposób, bo myląc Szanghaj z Hongkongiem.

Silent Killing, Point Shooting i Gutter Fighting dla cichociemnych

W szeregu wspomnień przewijają się wzmianki o nauce „cichego zabijania”.

Przychodziła na to kolej [tj. na skoki ze spadochronem – SK] gdy już mieliśmy poza sobą wiele gimnastyki oraz wszelkich łamańców w walce wręcz i w czasie nauki „cichego zabijania”

Por. Leszek Starzyński ps. „Malewa”, w „Drogi cichociemnych”

Wzmianka o nauce „cichego zabijania” to oczywiste nawiązanie do programu Silent Killing, dopracowanego i nadzorowanego przez Sykesa. Cichociemni opisują je jako naukę szybkiego i bardzo efektywnego sposobu usuwania wroga kiedy nie było pod ręką broni albo kiedy należało zachować ciszę. Znowu, uzasadnione jest założenie, że Sykes prowadził te zajęcia osobiście przynajmniej w pierwszych latach szkoleń i na pewno z przyszłymi polskimi instruktorami.

Odnośnie walki wręcz, we wspomnieniach przewija się wyliczanie boksu, zapasów, kopania, ciosów kolano, chwytów za nadgarstki i za gardło, walki nożem, cichego zabijania [!] wartowników, duszenia sznurem oraz łamania karku. W tym przypadku brak, jak na razie, opisów konkretnych technik. Znając je np. z „All-In Fighting” możemy się domyślać, co dokładnie kryło się pod tymi opisami. Jak wspomniałem, nakazem była brutalność i walka bez żadnych ograniczeń. Czyli pryncypialne założenie Gutter Fighting, które ma zresztą odzwierciedlenie w nazwie tego systemu i jego metodyki.

Ewidentne są BEZPOŚREDNIE WPŁYWY Fairbairna i Sykesa na sposób posługiwania się bronią palną przez cichociemnych. Właściwie każde wspomnienie na ten temat natychmiast przywodzi na myśl metody, które my dzisiaj określamy jako point shooting. W przytoczonych powyżej wspomnieniach por. „Malewy” o kpt. Ihnatowiczu, pisze on wprost o „instynktownym strzelaniu”, czyli dokładnie tym, czego nauczali „policjanci z Szanghaju”. Niewątpliwe odniesienia do takiego sposobu walki bronią znajdują się w licznych wspomnieniach z walk cichociemnych w Kraju.

Szkolenie bojowe cichociemnych

Na tym zdjęciu, umieszczonym w książce J. Tucholskiego „Cichociemni”, wg opisu kursanci ćwiczą, kto szybciej dobędzie broń. Widać, że przyjmują postawę, którą opisali w Shooting to Live Fairbairn i Sykes i nazwali three-qurter hip.

Pierwszą zasadą było szybkie otwarcie ognia z odpowiednim ułożeniem rąk i całego ciała. Nie używaliśmy muszek ani szczerbiny przy strzelaniu z pistoletu. Kursanci musieli nauczyć się strzelać szybciej niż wyimaginowany przeciwnik.

por. Alfred Paczkowski „Wania”, w „Ankieta cichociemnego”, Warszawa 1987

Polskie dziedzictwo

Szkolenie bojowe cichociemnych to pasjonujący rozdział w polskiej historii systemów combat. Z pewnością jest BEZPOŚREDNIO powiązane z działalnością światowych pionierów nowoczesnego szkolenia. Zakres techniczny i stosowane metody są takie same, jak oni stosowali. Wiemy, że instruktorami cichociemnych na kursach walki w bliskim kontakcie byli Fairbairn, Sykes albo co najmniej ich najbliżsi asystenci. Jeśli szczególnie w krajach anglosaskich trwa pieczołowite odtwarzanie tych metod i poszukiwanie „linków” do „legacy”, to warto zdać sobie sprawę, że w tym dziedzictwie i my mamy swój poczesny udział.

2 thoughts on “Szkolenie bojowe cichociemnych

  1. SFOD-D

    Ciekawym jest, że akurat Polacy przed II w.s. mieli olbrzymie doświadczenie w tajnych działaniach. W II RP istaniał swoisty konglomerat wywiadu i działań specjalnych – co wybiegało naprzeciw trendom światowym np. w III Rzeszy Abwehra spajała wywiad z tajnymi działaniami bojowymi tj. dywersja i sabotaż, podobnie ZSRS w INO NKWD czy GRU. Istniało też coś w rodzaju zalążka strzelania bojowego m.in. mjr. Galinowski ( o ile dorbze pamiętam naziwsko) był mistrzem strzelania sytuacyjnego podobnego do dzisiejszej konkurencji sportowej tj. IDPA / PPC / IPSC z pistoletu w strzelaniu do kilku sylwetek ze zmianą magazynka. Wszystkie te sprawy są mało znane z uwagi na smutny koniec II w.ś., ale niegdyś w MMS „Komandos” był cykl pt. „Historia Polskich Działań Specjalnych” gdzie m.in. p. Aleksander Czerwiński i por WP (CH) pisali o „dywersji pozafrontowej”, „Pogotowiu Bojowym PPS”, WOS Bydgoszczy (zalążek wojskowej jednostki spadochronowej o proflu dywersyjnym istniejącej obok tzw. „Organizaji U” / „dywersji pozafrontowej” II Oddz. Sztabu Głównego WP. Takie naziwska jak kpt. T. Puszczyński ps. „Wawelberg” zniknęły chociaż to one powinny kojarzyć się młodym Polakom zamiast PRL-owskich manipulacji a’la Kloss (inspirowany Ritterem-Jastrzębskim). Wyszkolenie bojowe które tutaj jest omawiane także wiązało się z tymi formacjami, chociaż nieznane są szerzej próby ujęcia go w jednolity schemat tj. dokonania W.E. Fairbarna i Sykes’a. Wiadomo natomiast, że jednymi z pierwszych instruktorów spedochronowych w armii UK byli Polacy, kiedy Angole doszły do wniosku że działania specjalne i powietrzno-desantowe są skuteczną metodą na walkę z Niemcami w wersji NSDAP / III Rzesza (bo że onisą imperialistami tak czy siak to wie każdy kto interesuje się historią Europy). PS> O mjr. Galinowskim pisano kiedyś w nieistniejącym dziś MS „Colt” na którejś z ostatnich stron – o ile ktoś ma te gazety powinno się dać odnaleźć.

    Odpowiedz
  2. Sławomir Kasprzak Autor wpisu

    Do tych faktów można dodać jeszcze szkolenie militarnych organizacji żydowskich, o którym wspominam w komentarzu pod innym artykułem. To dotyczyło działań nieregularnych, sabotażu i dywersji. Z dużych ciekawostek, zetknąłem się też z ustną informacją, że wzory stosowane do obliczeń pirotechnicznych, znane dzisiaj jako wzory Własowa, były w istocie osiągnięciem polskich wojskowych inżynierów. Na pewno Polacy byli pionierami działań specjalnych.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.