Postawa walki Styersa

wpis: | 14.11.2008
postawa walki

Jednym ze wskaźników wartości dowolnego systemu walki jest jego wewnętrzna spójność i przejrzystość przekazu. Dobry przykład takiej spójności daje system, którego przegląd znalazł się w książce „Cold Steel”. Widać to choćby na podstawie konsekwencji, z jaką jest tam prezentowana postawa walki Styersa. W czterech częściach książki, omawiających walkę na bagnety, nożem, gołymi rękami i pałką, Autor zawsze na początku omawia zalecaną postawę walki. Niezależnie od tego, jaką bronią ma się posługiwać adept, za każdym razem jest to jedna i ta sama postawa.

Nóż był najważniejszy

postawa walki Styersa

Najwięcej szczegółów odnośnie postawy pojawia się przy okazji omawiania walki nożem. Tam także jest wyjaśnione jej pochodzenie. Stanowi ona w prostej linii adaptację postawy do szermierki szablą. Mianowicie, to od tej broni należy wyjść w nauczaniu postawy on guard w systemie Styersa. Na zdjęciu wprowadzającym powyżej jest widok tej postawy od przodu, tutaj widok od boku. W czasie ćwiczeń nóż, bagnet lub pałka mogą zastępować szablę.

Uwzględniając kolejne różnice pomiędzy tymi rodzajami broni, dochodzi się do finalnej postawy, którą Styers zaleca przyjmować w trakcie OTWARTEJ walki. Wtedy nogi są rozstawione w dosyć szerokim wykroku po przekątnej. Przy czym przednia stopa jest skierowana prosto do przodu, zaś tylna stopa skierowana na zewnątrz. W przypadku akurat noża, u praworęcznych z przodu powinna być prawa noga. Dalej, kolana mocno ugięte. Tułów i głowa wyprostowane. Barki ustawione frontalnie. Ręka władająca bliżej ciała. Druga ręka wolna.

Walka bez broni

postawa walki Styersa

Dokładnie do postawy z nożem powraca Styers przy przedstawianiu technik walki bez broni. Faktycznie, porównanie fotografii pokazuje identyczność tych postaw.

Walka bagnetem

postawa walki Styersa

Niemniej, w rozdziale poświęconym bagnetowi oraz kijowi pojawia się jeszcze jeden, tym razem uproszczony sposób przyjęcia odpowiedniej postawy. Mianowicie trzymając dany rodzaj broni we właściwy sposób, Styers zaleca przyjąć postawę bokserską. Oczywiście trzeba pamiętać, że książka liczy sobie kilkadziesiąt lat. Obecne oblicze boksu jest zdeterminowane przez sport. Ta sztuka walki odeszła daleko od swoich ulicznych korzeni i dzisiaj wygląda zupełnie inaczej niż wówczas.

Tym samym w postawie do przodu jest wystawiana lewa noga (u praworęcznych). Jest to zgodne z właściwością tej dwuręcznej broni.

Walka kijem

Przy użyciu krótkiego kija, którego Styers był propagatorem, zależnie od przyjętego sposobu walki postawa może być lewa lub prawa. Styers w pewnym momencie używa, dla zobrazowania nauczania, określenia postaw „taka jak bokser” (lewa noga z przodu) i „taka jak nożownik” (prawa noga z przodu).

Platforma dla technik walki

Postawa walki Styersa stanowi stabilną platformę dla technik, zwłaszcza tych preferowanych przez niego. Umożliwia swobodny balans ciałem, przemieszczanie się we wszystkich kierunkach łącznie z zejściami zaczerpniętymi z szermierki, zmianę postawy lewa-prawa, zmianę dystansu, stosowanie technik prostych i okrężnych, w tym kopnięć z przedniej nogi, walkę w zwarciu.

Należy podkreślić, że Styers był w marines. Jego techniki walki wręcz odpowiadają temu, co dzieje się i jak wygląda POLE WALKI. Plus może jeszcze bijatyki w barach, zamieszki tłumione przez Military Police i POJEDYNKI na noże.

11 thoughts on “Postawa walki Styersa

  1. WAR

    Z całym szacunkiem dla p. Styersa, postawa jaką prezentuje kompletnie nie nadaje się do POJEDYNKU na noże. Choćby dlatego, że szeroki rozstaw nóg zmniejsza mobilność, a odwiedziona lewa ręka pozostawia mnóstwo miejsca do ataku na głowę.

    Odpowiedz
  2. Marcin R

    Postawa ta to jeden z wielu przykładów, prób przełożenia szermierki szablą na walkę nożem. Nie jest to do końca fortunne przełożenie bo obie bronie zbytnio się różnia by w tak prosty sposób przekładać jeden sposób walki na wszystkie bronie (podobno gdy coś jest do wszystkiego to jest do niczego) i z technicznego punktu widzenia w systemie pojawiają się dzióry. Takie uproszczone podejście do sprawy ma jednak tą zaletę że znacząco upraszcza proces szkolenia żołnierza. Owszem nie wyszkolę w ten sposób nożownika ale ja nie chcę wyszkolić nożownika do pojedynków a żołnierza zdolnego do skutecznego użycia noża w walce przeciwko innemu żołnierzowi. W sytuacji gdy np. szkolenie w walce wręcz (walka bez broni, nożem, karabinem i środkami podręcznymi) zajmuje ok 20 h to nie ma innej możliwości niż szkolić tak jak Styersa nie uczył on „pojedynkowania” na noże bo żołnierze to nie nożownicy. Każdy sposób walki (bez broni, nożem, karabinem) miał utrwalać nawyki nabyte we wcześniejszych fazach szkolenia, a nie uczyć różnych nawyków do różnych broni bo w tak krótkim procesie szkolenia nie ma to sensu (praktycznie w całym systemie występują dwie postawy bokserska i nożownika). Należy pamiętać że podręcznik Styersa to podręcznik do szkolenia podstawowego, poza tym pamiętaj że żołnierz ma na głowie hełm a to dość skuteczna ochrona przed ostrzem i zawęża atakującemu pole trafienia, zaś noże i bagnety zwykle są tępe po kilku dniach przebywania w polu i wykonywaniu nimi prac codziennych (ich ostrzenie nie jest w wojsku priorytetem).

    Odpowiedz
  3. Sławomir Kasprzak Autor wpisu

    @WAR: Najlepiej, gdyby sam Styers rozwiewał takie wątpliwości, ale niestety. Pozostaje zastanowić się, dlaczego właśnie tak to robił.
    Setki szkół na świecie robią to po swojemu, z jakichś swoich powodów. Identycznie Styers. Warto pamiętać, że różnorodność rozwiązań to jest coś normalnego. Nawet w takich bardzo sformalizowanych dziedzinach, jak np. olimpijska szermierka czy boks, są różne szkoły. Pobieżna ocena innych niż własne rozwiązań, kiedy się ich w gruncie rzeczy nie zna, to jest droga donikąd.
    Jeżeli wziąć pod uwagę choćby te elementy, które wymieniłeś. Potraktowałeś je rozdzielnie, podczas gdy u Styersa one funkcjonują akurat łącznie. Odstawiona lewa noga zakroczna wraz z odwiedzioną i swobodną lewą ręką służą wyprowadzaniu technik ataku w tej konkretnej metodzie walki. Co do obaw o atak na głowę, to miał na to inną odpowiedź, niż ręka w gardzie, jeśli o to Ci chodzi. Jeśli Ty przyjmujesz inną postawę na swoich sparringach, bo to się sprawdza w Twojej formule, to jest w porządku. Jemu sprawdziło się jego rozwiązanie w tym co on robił. Tu nie ma konfliktu.

    Odpowiedz
  4. Sławomir Kasprzak Autor wpisu

    @Marcin R: Jedno zdanie odmienne – ja unifikację technik uważam za wielką zaletę i to właściwie jest myśl przewodnia tego artykułu. Ale ta różnica poglądów jest stara jak świat. Pozwolę też sobie sprostować jedną rzecz. W rozdziale „Cold Steel” poświęconemu walce nożem Styers pisał konkretnie o walce nóż na nóż 🙂 Poza tym niemal pełna zgoda.

    Odpowiedz
  5. Marcin R

    Ja też unifikację uważam za zaletą i ogromną pottrzebe w szkoleniu żołnierzy. Nie ma innej możliwości niż postępowanie w taki sposób, niemniej skuteczność określonych rozwiązań może być różna w różnych sytuacjach. To co sie sprawdza w szermierce, nie musi sie sprawdzać w nożu w wojsku, niby to samo a jednak należy temat potraktować znacznie szerzej.To co sie sprawdza w obronie przed atakiem karabinem może w mniejszym stopniu sprawdzać sie w obronie przed np. pięścią, techniki uniwersalne maja to do siebie że moga sie charakteryzowac takimi mankamentami, kwestia tylko ile mamy czasu i celu który mamy osiagnąć – to kompromis, albo nauczyć człowieka jakiejkolwiek reakcji na atak dającej choćby cień szansy na przetrwanie albo pokazać (bo tak naprawdę na tyle tylko mamy czasu w szkoleniu podstawowym) skuteczniejszych reakcji na określone formy ataków. Co do Cold Steel to zgadza sie niedopatrzyłem że w ten sposób został ten temat potraktowany przez Styersa, nie miałem akurat egz Cold Steel przed sobą. Ja mam tylko zastrzeżenia do przekładania w prosty sposób rozwiazań z szermierki do noża w szkoleniu żołnierzy.

    Odpowiedz
  6. WAR

    Panowie, widziałem wiele szkół i systemów walki nożem, i wiecie co ? Macie dokładnie rację, każda ma swoje metody, postawy.
    A potem przychodził sparring i wszyscy adepci tych szkół robili dokładnie to samo, czyli nie wykorzystywali praktycznie ŻADNYCH technik tak w pocie czoła uczonych się na treningach.
    Jeśli na walkę wręcz nie ma więcej niż 20h, to po co marnować czas ? Powiedzieć żołnierzowi „z tej strony jest czubek, ty masz nim trafić przeciwnika a przeciwnik nie ma trafić Ciebie. I niech Bóg ma Cię w opiece, synu”.
    W zasadzie korzyść taka sama jak z tych 20h.
    Panowie, mówiąc serio, nie spotkałem jeszcze nikogo, kto przekonałby mnie empirycznie, że szeroka postawa sprawdzi się w nożu. Być może Styers był fenomenem, ale to nie powinno się przekładać na nauczanie. Bo zwykli żołnierze fenomenami nie są i trudno oczekiwać, że nagle się nimi staną.
    Dlatego naprawdę, nie używajcie argumentów typu „Odstawiona lewa noga zakroczna wraz z odwiedzioną i swobodną lewą ręką służą wyprowadzaniu technik ataku w tej konkretnej metodzie walki.”
    Jest zwycięstwo albo porażka, a ta konkretna postawa to z mojego doświadczenia walki nożem, porażka.

    Odpowiedz
  7. Sławomir Kasprzak Autor wpisu

    @WAR: Wkradło się do Twojej wypowiedzi kilka nieporozumień, ale zacznę od punktów wspólnych.

    Mnie także dziwi ten częsty rozdźwięk pomiędzy tym, co ludzie z taką wiarą trenują, a tym co faktycznie robią, jeśli przyjdzie co do czego. Co gorsze, mało kto jest zdolny do tego, żeby wyciągnąć z tych nauczek trafne wnioski odnośnie szkolenia. Uważam także, że dotyczy to nie tylko układu trening a real. Mamy to samo nawet w strukturze samego treningu. Często brak jest odpowiedniego sprzężenia pomiędzy treningiem technicznym a sparringiem, o czym właśnie wspomniałeś.

    Wydaje mi się, że źle zacząłeś i dalej brniesz w pewną pułapkę opinii, chociaż próbowałem Ci podać rękę w poprzednim komentarzu. Autorytatywne sądy są dopuszczalne, ale muszą mieć jakąś podstawę. Ta strona to nie jest miejsce na internetowe napinki.

    Skoro mówimy o pojedynkach na noże, więc podaj swoje doświadczenia na które się powołujesz. Jeśli odbytych walk na noże masz tyle, że w komentarzach nie ma na to miejsca, to napisz cały artykuł a ja bardzo chętnie opublikuję. Zaś jeżeli nigdy w życiu nie pojedynkowałeś się nóż na nóż i nie było stawką Twoje życie, a tak pewnie jest, to zmienia postać rzeczy. Nie pisz gołosłownie, że coś tam nie nadaje się do takich pojedynków, skoro nie masz czym tego poprzeć. Ja także nie miałem takich sytuacji, dlatego szukam i podpieram się różnymi źródłami albo rozmowami.

    Lepiej chyba było napisać mniej więcej tak: „Z grupą kumpli robimy sobie sparingi na giętkie atrapy noży. Z tych sparringów mam takie spostrzeżenia… itd”. Wtedy wiadomo na czym stoimy i możemy sobie podyskutować. Jeśli podasz jakiś umotywowany konkret za lub przeciw, to wtedy wielki plus dla Ciebie i po to jest ta strona. Sam napisałeś, że zwycięstwo lub porażka. Tu nie ma ideologii, nienaruszalnych autorytetów, świętych stylów itp.

    Pomyśl też, że zarzucasz, i słusznie, wielu szkołom walki nożem, że są w stanie wykorzystać tego co trenują, ale czy sam wiesz, jak ma się to, co Ty trenujesz, do rzeczywistości. Czy są jakieś rzeczywiste przypadki wykorzystania, czy tylko masz świetne samopoczucie, bo dobrze Ci się sparuje, na sali, z kolegami, na atrapy? Podkreślam, że wcale nie uważam z góry, że nie masz racji, tylko sądzę, że na początku ustawiłeś się w złym świetle. Jeśli mam do wyboru albo przyjąć ogólnikowe zdanie hobbisty, albo próbować rozważyć zdanie poważnego autora, to wiadomo co wybiorę.

    To co napisałem w odpowiedzi na Twoje wątpliwości technicznie, niestety musisz przyjąć jako wyjaśnienie. Tak właśnie jest u Styersa i ja nie mogę Ci nic innego napisać. Mój artykuł przedstawia to, co ten konkretny autor napisał w swojej książce. Nie zostawił kontynuatorów, którzy mogliby się wypowiadać, a ja nie będę fantazjował w takiej materii. Co do czasu szkolenia itd. nie znam jeszcze programu marines z tamtego okresu, więc także nie będę się wypowiadał. Są materiały wskazujące, że był dosyć obszerny i intensywny.
    Pozdrawiam.

    Odpowiedz
  8. WAR

    Masz rację, że źle zacząłem.
    Jestem współzałożycielem i współwłaścicielem największego polskiego vortalu nożowego, a tematyka walki nożem to akurat ta działka którą się zajmuje. Walkę nożem ćwiczę od około 9 lat, prowadzę seminaria dla sekcji Krav Magi, BJJ, czasem dla tradycyjnych. Własną grupę prowadzę w Krakowie, wcześniej prowadziłem grupy we Wrocławiu i Warszawie.
    Co do pytania o stanie twarzą w twarz z przeciwnikiem uzbrojonym w nóż, z własnym nożem w ręce …
    Nierozsądne z mojej strony byłoby publiczne przyznawanie się do takich sytuacji. Poza tym, ten argument dziwnym trafem jest prawie zawsze wykorzystywany w „tradycyjnych” szkołach gdzie MISTRZ to wielki wojownik był i całe życie spędził na walkach z innymi, w tym na noże.
    A wystarczy sparring nawet na te gumowe atrapy aby w łatwy sposób przekonać się, że obopólne trafienia to ponad 50% wszystkich trafień. Czyli niezłymi szczęściarzami musieli być owi mistrzowie skoro tak długo udawało im się przeżyć 😉 IMO, udział w bójce z ostrym narzędziem nie jest tak naprawdę żadnym wykładnikiem tego, co możesz się nauczyć, więzienia są pełne takich ludzi a jednak nie sądzę aby mieli coś wartościowego w tym temacie do przekazania.
    Przepraszam zatem za autorytatywne osądy, ale od samego początku mojej historii z treningiem walki nożem wychodziłem z założenia „no bullshit”, jeśli coś nie działa, to nie działa i nie warto marnować czasu na trenowanie tego (chyba, że ktoś mi pokaże że jest inaczej).
    I tak, na początku również zaczytywałem się w „Cold Steel”, „Sevillan Steel” i wielu innych pozycjach. Niestety, zazwyczaj okazywało się, że z całej tej wiedzy przydatne jest może 5%.
    Ja ze swojej strony staram się zapraszać ludzi ze wszystkich dostępnych MA tak aby konfrontować nasze umiejętności, wyszukiwać słabe punkty tego co robię i poprawiać je. I może zabrzmi to nieskromnie, ale już dawno temu wyszedłem z poziomu „grupą kumpli robimy sobie sparingi na giętkie atrapy noży. Z tych sparringów mam takie spostrzeżenia…”.
    Jeśli np jeden z instruktorów walki nożem opowiada mi o cięciach na ręce jako technice stopującej przeciwnika, to ubieram manekin w bluzę i kurtkę i testuje, czy to jest skuteczne. Nie jest.
    Ale to już trochę wykracza poza amatorskie spotykanie się z kumplami.
    Zapytałeś jak to się ma do rzeczywistości ? No cóż, IMO tak jak strzelanie na strzelnicy do warunków bojowych. Czyli uczysz się odruchów i zasad które później jesteś w stanie wykorzystać.
    Dlatego właśnie nie jestem w stanie przyjąć „na wiarę” tego co proponuje Styers, może gdybym spotkał kogoś trenującego wg tej metody kto pokazałby mi w jaki sposób może być ona skuteczna, pewnie bym się „nawrócił” jednak dopóki mogę skonfrontować jedynie moje doświadczenia ze słowem pisanym …

    Odpowiedz
  9. Marcin R

    Zajmowałem się szkoleniem przez parę ładnych lat i mam zupełnie inne spostrzeżenia. Jeżeli piszesz że przy ograniczonym czasie szkolenia nie ma sensu uczyć ludzi walki to dla mnie sam sobie wystawiasz laurkę jako jako instruktor. Ja nawet gdy miałem 4 h na tzw. samoobronę to prowadziłem zajęcia a nie rzucałem piłki do nogi z hasłem „grajcie’ bo i tak was niczego nie nauczę. Uważam że problem skuteczności takiego szkolenia tkwi w metodach szkolenia a nie JEGO WYMIARZE. Nie jest tajemnicą że im krótszy czas tym metody powinny być brutalniejsze (mam na myśli szkolenia żołnierzy). Widziałem kiedyś film ze szkolenia izraelskich żołnierzy w czasie wojny w 73 r. Film był czarno biały i złej jakości a dotyczył walki nożem i trwał ze 40 min, instruktor demonstrował uderzenia i kombinacje na trupie żołnierza a reszta ćwiczyła na świńskich tuszach (czemu świnki to chyba każdemu wiadomo), trzy uderzenia a później dwie kombinacje, niektórzy wymiotowali ale uderzali… Instruktor jechał po każdym kto nie wykonywał technik wystarczająco mocno i z wystarczającym zaangażowaniem. To brutalne ale prawdziwe i jestem przekonany że korzyść z tego szkolenia była dużo większa niż stwierdzenie: “z tej strony jest czubek, ty masz nim trafić przeciwnika a przeciwnik nie ma trafić Ciebie. I niech Bóg ma Cię w opiece, synu”. Znając tamte realia to całe szkolenie podstawowe pewnie trwało ze 3 dni i nie jednemu pomogło przetrwać piekło wojny. Pamiętaj że realia wojskowe będą się zawsze różnić od tego co Ty robisz bo inne są cele Twojej pracy a inne cele w szkoleniu żołnierzy. Co do systemu Styersa to po prostu gadamy sobie różnych metodach walki, można by powiedzieć że studiujemy historie nowoczesnej walki wręcz i możemy się zgadzać lub nie z omawianymi tu metodami – mi akurat bliższe są rozwiązania z instrukcji walki NKWD niż Styersa i robię inne rzeczy na co dzień. Co do konfrontowania założeń to bliższy „prawdy” był dla mnie zawsze trening sytuacyjny niż sparing. Sławku może następnym razem coś o Simkinie i rosyjskich dokonaniach na tym polu?

    Odpowiedz
  10. Sławomir Kasprzak Autor wpisu

    @WAR: Moje wyrazy uznania za trafne przyjęcie w czym rzecz. Dokładnie o to chodzi, tu nie ma nic na wiarę. Za dużo BS przewinęło się już przez tematykę combatową. Co więcej, ja ze swojej strony zauważam, że pod hasłem „no bullshit” niejeden kit został tylko zastąpiony innym i niejedna osoba dorabia sobie legendę, gdy brakuje życiorysu i doświadczenia.

    Dlatego ważny jest krytycyzm. Nie ma miejsca na bezpodstawne przemawianie tonem z góry, stawianie tez bez argumentacji, mylenie treningu z rzeczywistością itp. Takie sposoby prowadzenia dyskusji do niczego nie doprowadzą. Jedyne co się z tego może urodzić, to osobiste animozje i udowadnianie sobie czyja racja jest „mojsza”, zamiast poszukiwania rozwiązań. Coś takiego mnie nie interesuje. Takie rzeczy jak ambicjonalne zagrywki chcę wykluczyć z tego miejsca. W miarę możliwości oczywiście, bo ja święty też nie jestem.

    Myślę, że @Marcin R też przyjmie takie podejście i inni dyskutanci również powinni.

    Nie oznacza to unikania sporów. W Twoim ostatnim komentarzu znalazły się stwierdzenia, które natychmiast rodzą następne pytania i poważne wątpliwości. Ponieważ jednak zrobił się w tym temacie potężny off-topic, myślę, że mogą one spokojnie poczekać. Skoro, jak piszesz, działasz w swoim temacie szerzej i dłuższy czas, zakładam, że jeszcze będzie okazja. Wiem, że mogę się spodziewać rozsądnej dyskusji.

    @All: Do rzeczy. Chcę przypomnieć, czego dotyczy ten artykuł. „Cold Steel” to ciekawa książka. Przeglądam statystyki całej strony brudna walka i widzę po zachowaniach użytkowników, że artykuły na podstawie tej książki wzbudzają duże zainteresowanie i odpowiadają na konkretne zapotrzebowanie. Jednym z moich celów jest wprowadzenie szerzej do świadomości ludzi trenujących w Polsce ciekawych źródeł wiedzy o combatach. Te źródła czytam przez pryzmat swoich doświadczeń. Jedną z ciekawych rzeczy, jakie zauważyłem w przypadku „Cold Steel”, i co mnie bardzo dobrze nastawiło, jest to, że Stysers najwidoczniej wyszedł z jakiegoś jednego punktu i spójnie podchodził do poszczególnych tematów. Jednym z tego objawów jest zastosowanie takiej samej, czy nawet tej samej postawy walki do różnych rodzajów broni białej i walki na gołe ręce. Co o TYM myślicie?

    Odpowiedz
  11. slawkas Autor wpisu

    Napisałem nowy wpis, poświęcony postawie do walki nożem Styersa i jej właściwościom: LINK.
    Ponieważ akurat ta kwestia wzbudziła tutaj pewne niejasności, tam jest teraz okazja i najlepsze miejsce na dalszą dyskusję.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.