Awaryjne przeładowanie pistoletu

wpis: | 21.08.2009
awaryjne przeładowanie pistoletu

Awaryjne przeładowanie pistoletu dotyczy takich sytuacji, gdy nie można użyć drugiej ręki do przeładowania. Aby nie pozostać tylko z bezużyteczną bronią w ręku, strzelec musi zamiast tego posłużyć się czymkolwiek, co będzie w stanie zatrzymać w miejscu zamek. W tym przypadku zasada przemieszczenia szkieletu wraz z lufą w przód względem zamka nie ma rozsądnej alternatywy.

Wykonanie awaryjnego przeładowania pistoletu


Przeładowanie w sytuacji awaryjnej można przeprowadzić następująco:

  • Musisz umieć automatycznie ocenić, co w najbliższym zasięgu nadaje się do wykorzystania przy przeładowaniu awaryjnym. Najczęściej wykorzystuje się własne ciało i odzież albo oporządzenie, np. pas czy krawędzie buta. Analogicznie można wykorzystać kogoś innego (partnera, osobę przypadkową) albo stabilne przedmioty z otoczenia. To, gdzie jest cel ma w tym momencie drugorzędne znaczenie;
  • Trzymany jedną ręką pistolet mocno dociśnij częścią grzbietową zamka do powierzchni, o którą chcesz wykonać przeładowanie. Ważne, aby docisk umożliwił zahaczenie szczerbinki. Rękę w łokciu miej ugiętą, żeby był możliwy ruch wyprostny;
  • Energicznie wypchnij broń w tym kierunku od siebie. Zakres ruchu musi zapewnić przesunięcie podzespołów względem siebie w maksymalnym zakresie. W kontynuacji doprowadź do zerwania przyczepności, co zwolni zamek do przedniego położenia i spowoduje przeładowanie pistoletu.

Awaryjne przeładowanie pistoletu technicznie proste. Decydujące znaczenie dla powodzenia tej akcji ma determinacja. Zaś główną przyczyną nieudanych prób jest nadmierna ostrożność i źle pojęte oszczędzanie broni. Może to wynikać albo z mniejszego obycia z bronią, albo przeciwnie, ze zbytniego jej fetyszyzowania przez niektórych użytkowników legitymujących się na pozór wysokim wyszkoleniem. Takie osoby usiłują świadomie lub nieświadomie podczas takich prób pistolet oszczędzać, mimo, że dla jego głównych mechanizmów takie przeładowanie nie jest szkodliwe. To defensywne nastawienie powinno być zdecydowanie eliminowane podczas szkolenia.

Zastosowanie tego sposobu

Ta technika ma charakter sytuacyjny. Problemem nr 1 jest przeładowanie pistoletu w dowolny sposób, aby w ogóle móc z niego strzelać. Dopiero gdy to się stanie, aktualne stają się problemy dotyczące technik strzeleckich, taktyki i całej otoczki danej sytuacji. Trzeba zwrócić uwagę, że ponieważ ten sposób jest stosowany, gdy nie można z jakichś powodów skorzystać z drugiej ręki przy przeładowaniu, to również strzelanie będzie prowadzone z założenia jednorącz. Jest to jak najbardziej zgodne z charakterem broni krótkiej, o czym była mowa w innej serii artykułów. Dla osoby prawidłowo wyszkolonej nie powinno stanowić problemu.

Wyłączenie możliwości użycia przy przeładowaniu drugiej ręki może mieć różne przyczyny, jak np. zaangażowanie w walkę wręcz, wcześniej odniesioną kontuzję itp. Mimo to najczęściej podawanym na wielu szkoleniach powodem jest zranienie, w domyśle właśnie odniesione. Trzeba zwrócić uwagę na to, żeby takich słów nie traktować lekko. Ludzie różnie reagują na zranienie a ponadto większość nie zna własnych faktycznych reakcji, gdy nie miało okazji doświadczyć zagrożenia życia. Podjęcie aktywnego przeciwdziałania w takiej sytuacji wymaga wykazania się jeszcze paroma innymi cechami, niż tylko znajomość techniki.

Wpływ na broń

Najbardziej obciążonym podzespołem przy tym sposobie przeładowania jest szczerbinka. W pistoletach mających przyrządy celownicze z tworzyw sztucznych często prowadzi to do deformacji, zmiany położenia szczerbinki, a nawet jej uszkodzenia lub zerwania. Doświadczyć mogą tego np. użytkownicy glocków a w jeszcze większym stopniu P99. Wymiana przyrządów na metalowe i nieregulowane poprawia sytuację.

Możliwość uszkodzenia przyrządów celowniczych nie może zniechęcać do ćwiczenia tej procedury i jej stosowania. Powinna ona być w standardzie wyszkolenia. Jeśli dojdzie wtedy do jakiejś usterki broni, to nie jest wina użytkownika tylko broń ma słaby punkt. Zaś z praktycznego punktu widzenia trzeba pamiętać, że mimo takich uszkodzeń nie dzieje się nic naprawdę złego. Pistolet przecież nie strzela przyrządami.

10 thoughts on “Awaryjne przeładowanie pistoletu

  1. Szymon

    Ok 10-14 lat temu niektorzy instruktorzy pokazywali przeladowanie o udo (o kiedzen udowa lub oporzadzenie) wykonywane podczas przyjmowanie obnizonej pozycji frontalnej (stop position) – jakos potem ten sposob nie cieszyl sie powodzeniem, ale sadze, ze warto wspomniec. Tym bardziej, ze podobnie jak Ty, nie widze zagrozenia a sadze, ze to moglo byc pwodem zarzucenia.

    I jeszcze jedna informacja – juz tylko zaslyszana – w niektorych formacjach uczono przeladowania o helm (niestety nie znam szczegolow).

    Odpowiedz
  2. Szymona

    I jeszcze jedno skojarzenie z tamtego okresu, przeladowanie o przedramie – dosc bolesne i zwykle pozostawiajace slad, ale to sytuacja awarayjna 🙂

    Odpowiedz
  3. Sławomir Kasprzak Autor wpisu

    Istotą tej metody jest wiedzieć, że można przeładowywać tak nietypowo. Reszta to są różne pomysły, jak to realnie można zrobić. O przeładowywaniu o hełm przyznam, że nawet nie słyszałem.

    Odpowiedz
  4. Marcin

    Według mnie najkorzystniej jest obrać jedno miejsce podparcia zamka. Najpewniejszym jest pas za kaburą, względnie sama kabura. Nie wymusza to obszernych ruchów, blisko kabury z której wyjmujemy broń. Zresztą przy zwalniaczu dolnym i tak pistolet musi wrócić do kabury, żeby usunąć pusty magazynek. I to działa niezależnie od położenia ciała. Przy przeładowaniu o klatkę piersiową, trzeba napiąć mięsień, bo szczerbinka lubi pokaleczyć.

    Odpowiedz
  5. Marcin R

    Szczerze uważam ze na szkoleniu nie ma czasu na dyskutowanie i omawianie szeregu różnych technik – to temat na szkolenie instruktorów. Na podstawowych szkoleniach szkolony powinien otrzymać prosty zestaw skutecznych rozwiązań, a instruktor potrafić odpowiedzieć na pytania i wątpliwości. W ten sposób czas na rzeczywisty trening nie jest „kradziony” prezentacjami kolejnych technik. no chyba że jest czas i możliwości na indywidualizację szkolenia.

    Odpowiedz
  6. Marcin

    Nie całkiem się zgodzę. Owszem, Twoja konkluzja potrzeb kursanta jest bezdyskusyjna. Ja zwracam uwagę na cechy indywidualne. Każdemu można zaoferować coś, co odpowiada jego motoryce, umiejętnościom. I od tego momentu to, o czym Piszesz: stałe „tłuczenie” nabytych umiejętności. Uważam, że współczesne systemy szkoleniowe usystematyzowały sprawy, dobrze zaszeregowały np. strzelanie jednorącz itd. Są i wynaturzenia tj. nadmiernie skośne ustawienia postawy Weaver’a, nota bene robione przez nie doszkolonych strzelców, bo nawet sam autor tak nie strzelał. Brak za to nauki strzelania instynktownego, powiązania go z walką wręcz, a konia z rzędem temu, kto słyszał o rozbudowanych zajęciach z taktyki. Gdzie dziś uczy się „zwykłych” f-szy i innych np. kiedy położyć palec na spust, oraz jakie są sytuacje, gdy należy to robić pozostając w gotowości do strzału. Wina leży po stronie „systemu”: szefów, naboru, oraz instruktorów. Wiedzy jest w bród, trzeba po nią sięgnąć, posiłkując się krytycyzmem wyrobionym przez doświadczenie.

    Odpowiedz
  7. nixon75

    mnie uczyli przełdowywania o but(w p99 i gl 17 odpadają od tego szczerbinki),pas główny,o drugiego gościa, którego wykorzystywało się przy okazji jako tarcze,o drzewa-to jeżeli chodzi o broń krótką a z AK to przeładowanie nogą i !!!hit stulecia złapanie za lufę i walnięcie kolbą o beton-działalo tylko w egzemplarzach z lat 60 hi,hi-pomysłowość tych nauczycieli z PrLu nie miala granic…albo to tylko ze słyszenia że istnialy jakieś supertajne ciosy z wykorzystaniem do tego PM 63 RAK..chociaż nie wiem czy to prawda

    Odpowiedz
    1. hrt

      Metoda przeładowania kbk AK (wszelkie wersje choć na pewno AK/AKM) to nie pomysłowość a’la PRL, lecz doswiadczenia. Przykładowo: w bwp uczono przewożenia kbk/kb lufą w górę, natomiast w śmigłowcach lufą w dół (u góry bowiem był silnik). Idąc dalej przy wyskoczeniu ze śmigłowca można było amortyzować upadel dodatkowo kolbą kbk jeśli kto akurat miał AK/AKM co w „Szóstej” raczej było rzadkością (co najwyżej GN/kbkg wz.60 jeśli etatowo musiał być, bo AKS/AKMS nie nadawałyby się do miotania granatów nasadkowych). Niestety właśnie wtedy mogło dojść do przeładowania czemu znaczne siły działające przy skoku sprzyjały. Słyszałem o wypadku z bronią w Wojsku Polskim, gdzie uderzenie kolbą o ziemię wprowadziło nabój do komory (zabawa podczas czyszczenia) i to ponoć samym suwadłem pozbawionym zamka? Nigdy nie miałem czasu zweryfikować czy to możliwe, AKMS służył mi do czego innego 🙂 Ale słyszałem o takich eksperymentach, jak strzelanie z AKMS wyciorem przy użyciu amunicji ślepej … to akurat zdaje się w KS Okręgów Wojskowych tacy eksperymentatorzy byli, wiem że i oni sprawdzali realny maksymalny zasięg RPG-76 (na Drawsku ćwiczyło się w miejscach nie będących na stałe ogrodzonymi i pilnowanymi i ponoć świadke postronny takieog testu był – uciekał żwawo, gdyż znalazł się na linii ognia 🙂
      Reasumując: a) przeładowanie uderzeniem kolbą o ziemię jest prawdopodobne (kiedyś car Mikołaj II Romanow osobiście sprawdzał kb Mosin w ten sposób na okoliczność czy są bezpieczene, lecz odbiory karabinów dla wojska przeciągały się przez jego fanaberię, więc przygotowano mu egzemplarz „wadliwy” i potem już zlecał sprawdzanie innym osobom :-), b) zabezpieczanie nieprzeładowanej broni mogło się wziąć z praktyki (kbk AK był najpowszechniejszą bronią we wszelkich służbach, a masowe użytkowanie / szkolenie wymusza uproszczenia, czasami wręcz dziwne dla doświadczonego użytkownika). PS. PM-63 „Rak” …. „temat rzeka” opracowałem go od strony praktycznej całkowicie, nauczyłem się przeładowywać gwałtownym szarpnięciem calje broni, ale …. to bez sensu: ta broń jest źle zaprojektowana! Strzela na zasadzie swobodnego odrzutu zamka, ale z zamka otwartego – niestety: a) ma zaczep zamka z przodu poniżej lufy i nie ma komory zamkowej – rezultat? Brak możliwości przechwycenia zamka, jeśli dojdzie do tzw. niedolotu po strzale (za słaby ładunek miotający naboju) / niepełnego przeładowana i bez użycia spustu padnie strzał! Ja „Raka” używałem tylko tak: a) przeładowanie przed strzałem / głowa blisko barku / druga dłoń na ZŁOŻONYM CHWYCIE PRZEDNIM LUB DOŁĄCZONA DO DRUGIEJ NA CHWYCIE GŁÓWNYM, b) tj. powyżej tyle że przeładowany i zabezpieczony. W każdym innym przypadku ta broń jest po prostu niebezpieczna dla użytkownika. Znam osobiście przypadek gdy przednią łyżkę zamka „Raka” usunięto (zrobili to SOKiści) żeby o nic nią nie zaczepiać, ale to mogło zmniejszyć masę zamka przy okazji co skutkować mogło i brakiem ryzyka „niedolotu”. W każdym razie w Kielcach policja miała nieciekawe zajście z „Rakiem”, którego skutkiem bylo postrzelenie osoby na interwencji – z relacji osób zaangażowanych w sprawę wynika ewidentnie, że źródłem problemu był wadliwie zaprojektowany „Rak”, a nie nieostrożne obchodzenie się z nim użytkownika (wtedy w wielu miastach Polski była praktyka, że na nocne służby niektóre patrole dostają dodatkowo broń długą, niekiedy kamizelki i hełmy balistyczne).
      PS 2: Uzi Mk.3 (duży wariant ten pierwszy „rozmiar” żydowskiego rozpylacza, jaki powstał) miał zabezpieczenie przed tj. powyższe sytuacjami w postaci sprężyny pod pokrywą komory zamkowej która w razie niepełnego przeładowania przechwytywała napinacz a ten blokował ruch zamka – opis dotyczy odmiany pierwotnej strzelającej z zamka otwartego, gdyż wraz z pojawieniem sie Mini-Uzi powstała druga wersja tej broni tj. strzelająca z zamka zamkniętego (późniejsze Micro-Uzi które w Polsce miał tylko Wydział Zabezpieczenia Specjalnego BOR też tak miał prawdpodobnie wersje cywilne „dużego” Uzi z długimi lufami również). Osobiście uważam za sensowne tylko Mini-Uzi strzelające z zamka zamkniętego (lub duże Uzi Mk.3 z kolbą drewnianą). Mini jest świetne i w odróżnieniu od „Glauberytów” nie musi być bez końca „dopracowywane” bez pozytywnego rezultatu zresztą – ma zdecydowanie gorszą ergonomię od PM-98 pod kątem szybkości obsługi, ale można to pominąć gdyż podobnie jak MP5 Mini-Uzi działa niezawodnie, a brak słusznych rozwiązań a’la AR-15/M16 jakie ma PM-98 można zastąpić wyszkoleniem.

      Odpowiedz
  8. nixon75

    …aha i spoko można walić z gl 17 bez muchy..ja nie miałem kasy na zmianę muchy z metalu i ze dwa miechy strzelałem po lufie..szczerze mówiąc liczy się tylko pamięć mięsniowa jak trenuje się postawy ,dobywanie ,przeładowywanie itd do bólu to potem przyrządy chyba wogóle wydają się nie potrzebne

    Odpowiedz
    1. hrt

      m.in. o okap helmu lufą w górę, o buty również tyle że ja nosiłem wtedy Hi-Tec i szczerbinka się ślizga. Po latach podsumowałem doświadczenia i wypracowałem jeden zestaw technik tj. przeładowanie o pas, przeładowanie nachwytem pistoletu podczas wyprowadzania na cel (o ile musiałem akurat nosić z pustą komorą) i nie zapominając o całej wiedzy i umiejętnościach skupiłem się na treningu tych konkretnych pasujących do mojej motoryki / nawyków, okoliczności w jakich działałem. Wymiana szkoleniowa ma oczywiście sens, ale dopatrywanie się na siłę w nowych metodach czegoś z gruntu lepszego jest często mylne – praktyka daje ci zawsze jasny pogląd na to co jest dla Ciebie przydatne a co nie. Instruktor ma gromadzić wiedzę i przekazywać ją, a użytkownik decydować co jemu się przyda (pomijam oczywisty wątek instrukcji służbowych żeby nie gwatwać dodatkowo).
      Używałem Glocków gen. II i gen III z „plastikowymi” przyrządami bardzo intensywnie przez ponad 10 lat i nic się nigdy nie urwało, chociaż stopa urządzenia powrotnego starła się od strzelania i nikt tak naprawdę nie wiedział ile strzałów oddały te pistolety (na strzelnicę przez lata jeździły kartony amunicji). Służbowo miałem m.in. Glocka gen. III fabrycznie zmodyfikowanego przez dodanie drugiego kołka mocującego wkładkę odryglowującą (taki dodatek miały wzory Glocka do amunicji znacznie mocniejszych np. 10mm Auto) oraz metalowe przyrządy celownicze. Szczerze mówiąc nie widziałem przewagi takiego rozwiązania poza negatywem, mianowicie ścieraniem się pokrycia czernienia wskutek wkładania do kabury (używałem jednej z cordury mającej wkładkę tunelującą muszką wykonanej z gumy miałem ją do CZ-75B/85B/MAG-95 – to wspaniała konstrukcja jak zwykle u nas spieprzona: biła na głowę SIG-Sauer P226 i Glocka 17 pod względem ergonomii i możliwości prowadzenia szybkiego celnego ognia – niestety tj. „Glauberyt” została niedopracowana i porzucona zresztą na rzecz tandetnego wynalazku pt. WIST – znam go dobrze w drugim dniu strzelania oddalem bez żalu wracając do CZ vz. 82, a pokaleczone od przeładowania palce wygoiły się po tygodniu zaś WIST nie doczekał się skutecznej modyfikacji od 1997 roku i wreszcie jest zastępowany przez syna MAGa 🙂 czy odpowiedniego niehc powiedzą jego użytkownicy, ja już mam uwagi.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.