Strzelanie jednorącz to podstawa, cd

Operowanie bronią krótką na małych odległościach za pomocą jednej ręki jest zgodne zarówno z pierwotnym przeznaczeniem tej broni, jak też wynika ze zdrowego rozsądku oraz instynktownych reakcji człowieka w obliczu bezpośredniego fizycznego zagrożenia.

O przeznaczeniu broni krótkiej wspomniano w poprzednim poście. Natomiast naturalną skłonność do strzelania jednorącz widać już od pierwszych chwil nowicjusza na strzelnicy. Bywa, że sporo czasu trzeba poświęcić, żeby wyuczyć kogoś takiego chwytu oburącz, żeby broń była trzymana stabilnie i bezpiecznie. Tymczasem chwyt jednorącz na ogół wymaga tylko korekt i można je przeprowadzać na bieżąco podczas dalszych ćwiczeń strzeleckich. Jako działanie instynktowne, będzie on łatwo powtórzony w obliczu zagrożenia. W połączeniu z odruchowym skupieniem wzroku na zagrożeniu, w tym przypadku na przeciwniku, daje to ogromną szansę trafienia.

Jest to działanie oparte o wrodzoną koordynację wzrokowo-ruchową, którą można wzmocnić treningiem. Przecież do trafienia w cel rzuconym kamieniem nie potrzebne są żadne przyrządy celownicze, tak jak i nie potrzeba ich do do precyzyjnego dośrodkowania piłki do biegnącego napastnika. Nie ma żadnych powodów każących myśleć, że inaczej będzie w przypadku strzelania. Przeciwnie, skuteczność strzelania instynktownego w uwzględnieniu korelacji czas – odległość była już wielokrotnie udowodniona.

Nawet osoby poświęcające wiele czasu na trening schematycznych postaw strzeleckich i strzelania oburącz nie są w stanie, poza naprawdę nielicznymi wyjątkami, powtórzyć tych elementów w realnej walce w bliskiej odległości. Po pierwsze, technika wypracowana do użycia na strzelnicy, nie przystaje do rzeczywistości. Ten temat był poruszany poprzednio. Po drugie narzucony schemat ruchowy jest niezgodny z instynktownym. Efektem ostatecznym jest nie trafianie w cel.

Policyjne statystki, takie jak np Firearms Discharge Report dotyczący New York Police Department, cytowany w tym artykule (LINK) „New York Times”, wskazują na bardzo niski wskaźnik trafień, czyli jak kto woli na bardzo wysoki udział strzałów niecelnych. We wskazanym przykładzie dotyczącym NYPD wskaźnik trafień w przypadkach, które według polskich przepisów można zakwalifikować jako użycie broni, w 2006 r. osiągnął wartość 28,3%, a w 2005 – 17,4%. W innych miejscach w internecie bywają też wspominane raporty różnych departamentów policji w USA, w których mówi się o wskaźniku trafień na poziomie 15%.

Należy tu wyjaśnić, że obecnie w większości departamentów policji w Stanach Zjednoczonych szkolenie strzeleckie opiera się na kanonach znanych jako Modern Technique lub ewentualnie w oparciu o techniki Modified Isosceles. Nie wchodząc głębiej w temat, obydwa systemy zalecają strzelanie z broni trzymanej oburącz, odpowiednio w układzie Weaver’a lub chwytu równoramiennego.

Brak jest danych o skuteczności użycia broni w Polsce. Prawdopodobnie nie są one w ogóle zbierane. Biorąc jednak pod uwagę, że trening w Polsce jest echem treningu zachodniego, to można przypuszczać, że jego efekty są również podobne.

Wbrew obiegowym opiniom społecznym i wbrew opiniom wielu przedstawicieli służb mundurowych, winą za ten stan rzeczy nie można obarczyć faktu, że treningu strzeleckiego jest za mało. To nie jest do końca tak. To sam obecny trening jest zły. Oczywiście, że treningu musi być możliwie najwięcej. Ale głównie musi się zmienić jego jakość. Czas poświęcony na trening nierealistycznych technik, gdyby go poświęcić na prawidłowy instruktaż technik zgodnych z instynktownymi reakcjami człowieka, miałby szansę całkowicie odmienić obecny zły stan rzeczy.

Jest wreszcie jeszcze jeden aspekt dotyczący wyboru sposobu operowania bronią. Odnosi się on, pomijając kwestie celności strzałów, do samej zdolności sprawnego prowadzenia działań. To będzie tematem następnego wpisu.

Informacje Sławomir Kasprzak
instruktor służb mundurowych

32 Responses to Strzelanie jednorącz to podstawa, cd

  1. Marcin says:

    Jeśli idzie o strzelanie od biodra zaraz pod dobyciu z kabury mam nastepujące doświadczenia. Przyda się to wszędzie tam, gdzie okoliczności skracają dystans. Czynnikami skracającymi dystans są : pogorszone oświetlenie (noc, półmrok we wszelkich warunkach również sztucznych w budynkach), wnętrza (budynki, pojazdy itp.), szata roślinna. Nawet podczas samodzielnego przeszukiwania budynków przydaje się strzelanie jednorącz. Ja preferuję trzymanie pistoletu na wysokości mostka, a latarki w wcyiągniętej ręce wspomagającej z przechyłem w stronę wnętrza i stopniowym lustrowaniem. Aby celnie razić jednorącz z bronią trzymaną przy ciele, zwłaszcza od biodra muszę stosować pewne zabiegi. Są to : dobywanie broni prostym przedramieniem, bez zginania nadgarstka, a więc spoziomowanie broni prostym przedramieniem, uginając jedynie łokieć, nie nadgarstek. Po spoziomowaniu należy ciągnąć łokieć w dół i do siebie (praworęczni w lewo). Wtedy broń jest ukierunkowana właściwie. Obok tego jednolita (zawsze instyntkownie przyjmowana w taki sam sposób) sprężysta postawa. To daje nadzieję na względnie pewne trafienie intuicyjnie.Mimo wszystko zauważyłem, że lepiej wyciągać rękę przed siebie tj. w point stop, choć too niekiedy naraża rękę z bronią na uderzenie np. kijem itp. Najcelniej strzela się będzie trzymając broń na wysokości mostka oburącz w półfrontalnych postawach ciała (techniki znane ze SWAT). Najwięcej daje trening bezstrzałowy (ew. ze wskaźnikami laserowymi). Jeżeli stosujemy powstrzymywanie ręką wspomagającą to przed naciśnięciem spustu kciuk ręki wspomagającej obracamy w dół – wtedy przedramienia samo skręca w lewo i unika postrzału. Ramię wraca do ciała i dopiero wtedy nad broń osłaniając ją przed odebraniem. Tylemoich spostrzeżeń.

  2. Marcin says:

    Jeśli ktoś uchwyci wtedy rękę osłaniajacą broń jest wolna do strzału. Kiedy stanie się przeciwnie, ręka wspomagająca chywta rękę agresora skręcając jednocześnie lufę w jego stronę i bach. Ważne,aby wiedzieć że cofnięcie zamka włącza przerywacz. Aby zapobiec zablokowaniu broni trenując wyrabiajmy nawyk cofania rękiwiodącej zdecydowanym szarpnięciem dosibie i wtedy naciskamiu spustu. W broni ryglowanej po strzale z pistoletu trzymanej dłonią przeładowanie nie nastąpi. Perzy zamku swobodnym bywa przeciwnie – niczym nie chamowany zamek przeora dłoń agresora muszką. Stopując atak rękąwspomagająca pamiętać należy, że ręka nie może uderzać a jedynie oprzeć się o agresora inaczej stracimy równowagę. Zagrożenie stwarzają portingi luf. Szarpiąc się z wrogiem musimy pamiętać aby skręćać pistolet w prawo (w stronę okna wyrzutowego) aby ukierunkowane gazy prochowe nie poparzyły twarzy (oczu). W tym kontekście dziwi mnie G19C u funkjonariuszy Szin-Beth. Odległoscią rozsądną przy krótkiej broni są conajmniej 3 metry,lecz toczęsto pobożne życzenie. Stąd konieczne umiejętne uniki i poruszanie na nogach niczym bokser operuąc bronią w zwarciu. Ciekawe techniki tego typu prezentuje np. Suarez. Są tym bardziej pouczajace, że zobrazowane.

  3. Marcin says:

    Chcą strzelać intuicynie musimy zwracać baczniejszą uwagę na rzeczy rzadko prezentowane w literaturze i niedostzregane przez nie mających doczynienia z praktyką. Po braku zwracania uwagi na takie detale łatwo poznać amatora. Mam tu na myśli zwłaszcza : wygodny kształt chwytu odpowiadające nam wyważenie pozwalające operować bronią instynktownie i swobodnie niczym własną dłonią z prostym palce wskazującym. Przy chwycie jednoręcznym pamiętajmy o jeszcze jednym : znaczna dysproporcja wagi między szkieletem, a zamkiem zmienia nieco charakterystykę odrzutu. Słabo lub żle podaparty szkielet jest silnie odrzucany w tył co zakłóca cykl wyrzutu łuski i wprowadzenia kolejnego naboju.Pewne uchwycenie broni (silne i głebokie w widelcu dłoni) staje się ważniejsze niż przy tecnikach oburęcznych,gdzie chwyt silnie wzmicniają : oburęcznosć i np. proste łokcie.

  4. Marcin says:

    W kontekście powyższego jeszcze coś mi się narzuca. Uczący swej postawy równoramiennej (postawa Cooper’a, ale tu z ugiętymiwyraźnie nogami) Izraelczycy wymagają odpowiedniego ustawienia stóp. Są one ustawione prosto, niejako ukierunkowując strzelca na cel. Niestety kiedy dodamy do tego ugięcie nóg mamy zblokowane kolana i staw skokowy. Zwłaszcza w kolanach im moniej je wtedy ugniemy czuć niemal ból. To niepotrzebne i wdodatku dekoncentruje.Uważam że stopy powinny być skierowane palcami stóp na zewnętrz postawy. To wygodne, daje miękką, sprężystą postawę i ułatwia przejście do ruchu. Tyle jeśli chodzi o moje przyzwyczajenie i spostrzeżenia.

  5. Cooper był wielkim propagatorem postawy Weavera. Właściwie to niejako on jest odpowiedzialny za jej wylansowanie i wprowadzenie do służb. Odnośnie postawy równoramiennej takiej jakiej modelowo wymagają Izraelczycy, to w pełni się zgadzam. Stwarza ona pewne wymogi, którym nie wszyscy mogą sprostać, nie wyłączając i wielu instruktorów izraelskich i ich wyszkolonych krajanów. Widać to często na zdjęciach i materiałach filmowych. Po prostu ludzie bezwiednie szukają tego o czym piszesz, czyli wygody i koncentracji na innych czynnościach. Ściśle wykonana ta postawa „tak jak w książce piszą” jest dla mnie identyczna z kiba dachi w karate. Na swoim forum, które zdjąłem przynajmniej na jakiś czas z sieci, poświęciłem temu kilka notatek z fotografiami. Jak może kiedyś wznowię działalność forum to będzie można do tego wrócić, ew. zawsze mogę zrobić zrzuty ekranu.

  6. Marcin says:

    Techniki instynktownego lub nawet intuicyjnego strzelania zbliżone do „point shooting” mogą mieć jeszcze jedno zastosowanie, o jakim dotąd nie wspominaliśmy. Chodzi mianowicie o strzelanie z małogabarytowych pistoletów maszynowych na bezpośrednim dystansie. Trzymanie broni w osi ciała, w wyciągniętych przed siebie rękach bez użycia kolby. To wąsko specjalizowane zadania i broń, wyposażona w dodatkowy chwyt przedni np. MP-5K (ostatnio bohater mediów), Steyr TMP (obecny B+T MP9 już w układzie standardowym). Używa się ich rzadko, w ograniczonej kubaturze, przeciw celom odsłoniętym. I tam instynktowne strzelanie ujawnia swoje zalety: manewrowość ruchową, a więc i ogniową, zwielokrotnioną opcją strzelania seriami.

  7. Marcin R says:

    Point shooting zawiera też techniki użycia broni długiej w bezpośrednim dystansie zarówno broni bezkolbowej jak i pełnowymiarowej. Ja osobiście najlepiej wspominam UZI, jest wprost stworzony do strzelania tą techniką, konwulsyjny chwyt w połączeniu z dużą masą i naprawdę można wymiatać. Zresztą w instrukcjach amerykańskich istnieje technika strzelania Quick Fire point shooting z M 16 w roli głównej.

  8. Marcin says:

    Myślę, że prowadząc ogień ciągły (długie serie), zwłaszcza w ograniczonej przestrzeni (np. pomiędzy blisko położonymi budynkami, w okopie itp.) takie techniki sprawdzą się nawet i poza dystansem bezpośrednim. Naturalnie pod warunkiem braku ryzyka postrzelenia osób postronnych. Bronią mógłby tu być rodzimy PM-98, broń bardzo składna i celna, o niezłej ergonomii (poza zbyt mocno wysuniętym do tyłu bezpiecznikiem) – jest co prawda znacznie lżejszy od pełnowymiarowego Uzi. Daje się to jednak zrekompensować mocniejszym pochyleniem sylwetki do przodu (w wypadku strzelania tj. point shooting). Tego rodzaju techniki z obracaniem się frontem ciała do celu i obniżeniem sylwetki były nauczane niegdyś w Legii Cudzoziemskiej w ramach treningu walki w pomieszczeniach. Można tu również oprzeć kolbę o brzuch lub mostek – wtedy broń znajdzie się idealnie w osi symetrii ciała (dotyczy to bardziej pmów, bo strzał z karabinu np. AKMS w takim położeniu mógłby
    być niezbyt przyjemny).

  9. Marcin R says:

    Duża zaletą opierania kolby o mostek jest to że przy wchodzeniu do pomieszczeń nic nie trzeba kombinować układ broni jest taki sam w lewo, w prawo cały czas to samo zmienia się tylko układ nóg. Słyszałem o takich metodach – pokazywał to nawet kiedyś jeden ze znanych w Polsce instruktorów. Osobiście wolałbym zamiast kolby wykorzystać napięty pas nośny broni, przy bezpośrednich dystansach, zachowaniu konwulsyjnego chwytu zapewnia wystarczającą celność. Przy pełnowymiarowych jednostkach broni kolba wędruje na biodro lub pod pachę. jakiś czas temu oglądałem jakiś śmieszny film dok o najbardziej śmiercionośnych jednostkach broni, jedną z jedn. broni był pm thompson. Strzelcem był ok 70 – 80 letni dziadek – brytyjski spadochroniarz który w czasie wojny był uzbrojony w ten typ broni. od czasu wojny nie strzelał a tu walił do kręgli krótkimi seriami idąc do przodu i trącił wszystkie właśnie wykorzystując Point Shooting. Trwałość szkolenia godna podziwu.

  10. slawkas says:

    Matt Temkin swego czasu wskazywał ten sposób jako podstawowy w point shooting nauczanym w metodach FSA. Co prawda nigdzie nie znalazłem innego potwierdzenia na to, ale nawet jeśli tak nie było, to mogło być ;) – oparcie pm o mostek daje świetne rezultaty. Oczywiście dotyczy broni bez stałej kolby.
    Przykład spadochroniarza, który po latach strzela jak za młodu nie jest jedyny. Celem poszukiwań były metody, które wyszkolony człowiek będzie już zawsze w stanie skutecznie odtworzyć, nawet bez treningu.

  11. Arturo W says:

    jestem instruktorem w jednym z osrodków szkolenia, całe te jest wspaniałe i fajnie się czyta opinie specjalistów ale jak się to ma do fatalnego obycia broni u naszych funkcjonariuszy i do instrukcji strzelań oraz programów szkoleń kwaliwikowanych. Ja nie mogę wyjść poza te ramy i co teraz?

  12. slawkas says:

    @Arturo W: Witaj. Można powiedzieć ogólnikowo, że złej sytuacji w wyszkoleniu strzeleckim winien jest „system”, ale to nie jest cała prawda. Istoną częścią tego systemu są instruktorzy i to właśnie oni są w swojej masie jedną z głównych przeszkód na drodze do pozytywnych zmian. Nie chcą lub obawiają się wyjść poza to, czego sami kiedyś zostali nauczeni. Dla własnej wygody podchodzą rutynowo do przebiegu szkoleń i sprawdzianów. Tutaj zagląda wielu instruktorów o otwartym podejściu do szkolenia. Wszycy mamy lub mieliśmy podobne dylematy i mimo wszytko dalej robimy swoje. W ramach obowiązujących instrukcji spokojnie znajdziesz możliwości, abyś tylko nie dał się zamknąć w wygodnictwo i asekuranctwo. Wtedy witaj po jasnej stronie mocy ;)

  13. Arturo W says:

    Dzięki za odpowiedz, myśle, że jestem po właściwej stronie, Jestem po Nalazkach, potem 4 lata w 62 ks commando, po rozwiazaniu w pls sg tam jest odrebne szkolenie w każdym kierunku, ale po tych kilkunastu latach zobaczyłem wyszkolenie kol. funkconariuszy objętych doskonaleniem zawodowym a wcześniej kwalifikowanym i postanowilem coś z tym zrobić, teraz jestem specjalistą w osrodku szkolenia i chyba udaje się iśc do przodu, jeżeli pozwolicie będę szukał tutaj porad i rad a i sam służe,

  14. Marcin says:

    Nie wychodząc poza ramy mnóstwo da się zdziałać. Przede wszystkim rezygnując ze „zdalnego sterowania” kursantem – powinien on wszelkie czynności wykonywać samodzielnie, szczególnie usuwanie zacięć, stawia się tu na swobodę posługiwania bronią poprzez znajomość i obycie, a nie strach. Konieczna jest rezygnacja z nauczania technik na „tempa” czy wolnego strzelania, zwłaszcza na celność – to raczej domena wstępnego przygotowania. Realia walki to: nagłość pojawienia się niebezpieczeństwa, zmienny kierunek z jakiego nadchodzi (trzy wymiary, a nie linia od nas do kulochwytu na wprost) i dystans (począwszy od bezpośredniego). Trening nawiązuje do rzeczywistości poprzez np.: ograniczenie czasu reakcji, dynamikę (w tym strzelanie w ruchu – człowiek naturalnie unika niebezpieczeństwa w taki sposób), płynność (pewne, prawidłowe działanie). Elementem kluczowym porządkowania szkolenia pozostaje wyeksponowanie czynników psychologicznych, bez nich nauczanie staje się niekompletnym baletem. Ograniczać powinna odpowiedzialność strzału.

  15. Arturo W says:

    Fajnie ze wszystkim sie zgadzam, ale mam wrażenie że nie widziałeś nigdy programu nauczania kwalifikowanego np. w szkoleniu podstawowym – on jest narzucony jest tam temat, ilość godzin i zagadnienia jakie masz poprowadzić a nawet numery strzelań, ja musze tak dane zagadnienie poprowadzić aby było zgodne z programem i abym był zadowolony z efektu i tu jest rola ,, prawdziwego instruktora” . Może da się załozyc temat w którym pogadamy na temat metodyki.

  16. Arturo W says:

    to wszystko o czym pisałeś moge robić i robie z kolegami na treningach, ale tu mam do czynienia z materiałem podobnym jak w plutonie. Natomiast jak mówić o samodzielności przy zacięciach, strzelaniach dynamicznych czy sytuacyjnych jak często musisz wrócic do – jak wypiąc magazynek. Nie ma tu szans nauki dwuch czy trzech sposobów przeładowania, musze wybrać jeden moim zdaniem najlepszy i powtórzyć to jak najwięcej razy bo to jedyna chwila gdzie to robią.
    Wracając do podstaw w służbie mamy : szkolenie kwalifikowane, szkolenie doskonalace i kursy doskonalące i specjalistyczne i teraz musielibyśmy zająć się każdym elementem osobno. Musielibyście zbaczyc choc jedno przypadkowe szkolenie doskonalace w np jednostce powiatowej policji a zobaczycie jak wyszkoleni ludzie patloluja ulice.

  17. Arturo W says:

    może to brzmi jak narzekanie – nie. Chcę, aby Ci ludzie byli super wyszkoleni, i staram się, walczę, szukam pomysłów aby szkolenie było szybkie, ciekawe i efektywne, ale zgodne z ,, papierem”

  18. Marcin says:

    Znakomicie rozumiem Twoją frustrację, zresztą nie podejrzewałem, abyś nie wiedział o rzeczach, które poruszyłem. Spotkałem się z podręcznikiem wewnętrznym SG nt. broni palnej i sądzę, ze czas się tam zatrzymał. Zwracam natomiast uwagę na fakt, iż można i należy, uczyć ludzi samodzielności. Szkolenie wyrabia szkodliwe nawyki np. brak umiejętności błyskawicznego, samodzielnego usuwania zacięć czy rozładowania broni, przygotowania jej do strzału itp. To da się przeprowadzić nawet na najbardziej sformalizowanym szkoleniu. Oczywiście nie mam nic wspólnego z SG i jej szkoleniem, ale poprzez analogię przyjmuję, że wygląda podobnie, jak w innych strukturach bezpieczeństwa. Jeżeli nie da się robić całościowo tego, co należy, to przynajmniej oduczajmy strachu przed bronią – człowiek, czyli tutaj f-sz musi umieć brać odpowiedzialność na siebie. Broń jest narzędziem pracy – czy to lubi, czy nie ma obowiązek umieć się nią posłużyć. Osobna sprawa, że motywacją wielu osób do służby ma inne podłoże. I to też poważny problem.

  19. Arturo W says:

    trafiłeś w sedno, często przychodzi na obowiązkowe kwartalne strzelanie ktoś w mundurze kto uważa że nie musi. ale tymi sie nie przejmuje mówie tylko że się myli albo zawsze może zdjąc ten mundur. ale doś pesymizmu, czekamy na nowa instrukcje strzelań której jestem wspólautorem ona daje duże pole popisu dla instruktorów. Inna sprawa że z instruktorami też trzeba pracować, ale na to już jest pomysł.

  20. Arturo W says:

    prawie zapomniałem dlaczego napisałem pod tym tematem, bardzo mi się podoba ta technika strzelania spotkałem się z nią w wojsku w Nalazkach na poczatku 90 tych lat, ale wtedy krótko potem była fascynacja techniką izraelską i tamto zostało tylko w pamięci nielicznej grupy. musze sobie troszkę postrzelać.

  21. Marcin says:

    Każda forma strzelania zawsze będzie wymagać zaangażowania ćwiczących. W stresie wiele pocisków nie trafia, tak czy inaczej. Trzeba inwestować czas w rozwijanie świadomości taktycznej, w tym uczenie profilaktycznych zachowań, oraz wychwytywanie oznak zagrożenia. Połączenie w/w z uświadomieniem psychologicznych uwarunkowań to podstawa do nauki techniki walki, oraz metod taktycznych ułatwiających uzyskanie przewagi. W samej walce musi zostać uwzględniona odpowiedzialność strzału – instynktowne strzelanie jest niezbędne w samoobronie, natomiast generalnie strzelając na ulicy itp. musisz być pewny, że trafisz. To warunek skuteczności i bezpieczeństwa. Bez systematycznego, choćby i skromnego treningu nie sposób tego osiągnąć. Historia wojen pokazuje, że ludzie bez przygotowania do działania w stresie słabo sobie nie radzą, choćby byli najlepszymi strzelcami. Gdy ktoś strzela do nas wszystko diametralnie się zmienia, również wówczas, kiedy sami strzelamy do ruchomego napastnika, pośród zabudowań, ruchu ulicznego, postronnych.

  22. Arturo W says:

    dla wielu funkcjonariuszy obecność na strzelnicy to spory stres, to dlatego myślę że zawsze ich za to strzelanie oceniano, staram się przeprowadzać trening bez oceny wyniku na tarczy, bo nie tylko to jest wynikiem, są jeszcze czynności z bronią, wymiana magazynka, przeładowanie. Dla ludzi pracujących w terenie każde działanie jest treningiem. Bardzo często ćwiczyłem tak że nie wiedziałem czy jest to trening czy prawdziwe działanie, jest to dość łatwe do zorganizowania i przynosi duże efekty. Widzę zachowania w stresie na strzelnicy ale jeżeni wynik się poprawia to ten stres jest coraz mniejszy. W działaniu może być dobrym strzelcem a w chwili potrzeby wyciagnięcia broni się zaczyna kłopot, a do oddania strzału jeszcze daleko. Działania podczas których funkcjonariusz wyciąga broń są setki i często na tym się kończy, często też myślenie się kończy, potem działa wyszkolony automatyzm. W grupie wystarczy jeden dowódca któremu myślenie się nie wyłączy i zapanuje na sytuacją, a w działaniu pojedynczego funkcjonariusza musi dać rade, bo inaczej tragedia gotowa. Dlatego po kilkunastu latach
    [edit: przekroczono limit znaków]

  23. Arturo W says:

    cd. Dlatego po kilkunastu latach pracy jestem przekonany że pojedynczy funkcjonariusz musi być tak samo wyszkolony i opanowany albo lepiej od funkcjonariuszy działającej w grupie.

  24. Marcin says:

    Szkolenie jest zanadto sformalizowane i kładzie silne akcenty na rzeczy mało istotne. 0d lat traci się czas na wachlowanie zamkiem, nie uczy detali: prawidłowego uchwycenia pistoletu w kaburze, nawykowego przyjmowania sprężystej, stabilnej postawy, zgodnej z naturalnymi cechami ciała (kości są silniejsze od mięśni – ich sztuczne utrzymywanie siłą fizyczną w nienaturalnej postawie utrudnia powrót broni na cel i mierzenie do niego), wyciągania broni z kabury ciągnąc łokieć do góry i prostując nim układ broń-przedramię – pozwala to kontrolować kierunek w jakim mierzy broń zwłaszcza podczas strzału intuicyjnego, nie rozpatruje uwarunkowań taktycznych np. poniżej 3 metrów – łączenia strzelania z walką wręcz, ograniczając się do podania bezpiecznego dystansu, mobilność ogranicza do natarcia (strzelania w ruchu) bez korelacji ze skutkiem uderzenia pocisku (Mozambique Drill, vertical tracking). Przykłady można mnożyć. Zacząć należałoby od oparcia procesu naboru i szkolenia, okresowej oceny na przesłankach merytorycznych.

  25. porze says:

    Problem jest w tym, że instruktorzy i ich komendanci są zafascynowani dydaktyką sportu a w porywach „czarną taktyką”, podczas gdy przy stosowaniu ŚPB człowiek uruchamia przede wszystkim swoją mentalność. 15% trafień w walce to kwestia specyficznego stresu walki, a nie np. ogólnego stresu egzaminacyjnego. Mentalności nie wytrenuje się wmawianiem, że ważny jest układ stóp, czy kciuków. Człowiek ma warstwy duchową, psychiczną i fizyczną, a praca szkoleniowaw 90% dotyczy fizyczności, w 10% psychiki, a mentalność zostaje nie ruszona. Nawet jeśli jakis instruktor sam ma niezłą mentalnośc, to zazwyczaj brak mu samoświadomości i potrzeby dzielenia się nią z adeptami. Co gorsza trafiają się rozmaici szpanerzy i wtedy w głowie szkolonego powstaje aksjologiczny zamęt. Czytałem kiedyś o amerykańskim policjancie, który strzelił 30 razy, ani razu nie traiając. Został ukarany za rażący brak wyszkolenia i zagrożenie dla osób postronych. A tak naprawde to on po prostu podświadomie nie chciał trafić, co znaczy, że nie siał na oślep, ale rozgrywał to na swój sposób i wygrał, bo… przeżył. W West Point są wręcz takie zajęcia z pogranicza filozofii o nazwie „killology”. Na polach bitew zawsze można było znaleźć muszkiety wielokrotnie nabite i ani razu nie odpalone. Zabić jest łatwiej niż potem z tym żyć. To uwaga adresowana do wielbicieli niuansów w rodzaju ułożenia kciuka na kabłąku. Takimi metodami sie robi wrażenie na amatorach.

    nawet

  26. @porze: Dokładnie tak.
    Dla zobrazowania jednego z wielu aspektów, które poruszasz, ja w szkoleniach posługuję się przykładem znalezionym na jednym z amerykańskich forów dawno temu. Policjant opisał tam sytuację co się stało na jego komisariacie po tym, kiedy jeden z kolegów skutecznie posłużył się bronią i zastrzelił przestępcę. Postępowanie potwierdziło, że od strony prawnej działał prawidłowo. Po tym zdarzeniu na tablicy ogłoszeń komisariatu pojawił się opis sytuacji, ale nie z gratulacjami, tylko z wykazaniem błędów jakie popełnił ten policjant zdaniem miejscowych instruktorów. Napiętnowano te elementy, które delikwent wykonał w posób odmienny, niż oni nauczali. Ci goście popadli już w taką aberrację, że przestały się dla nich liczyć fakty. Zamiast rzetelnie analizować przypadek i wykorzystać doświadczenie, nadal usiłowali forsować swoje nie sprawdzone i jak się okazało, niepotrzebne koncepcje. Ze swojej strony zachęcam wszystkich aby zwrócili uwagę, jak często spotyka się takie przeniesienie akcentu z celu działań i efektywności na jakieś takie kompletne duperele. Co z tego, że wygrał, ale działał nie stylowo…

  27. Marcin R says:

    Dokładnie tak, zaś zwykle takie opinie wydaja osoby które nigdy nie użyły broni. Oczywiście należy się uczyć na błędach ale nie należy ich wyśmiewać bo sami nie wiemy jak się zachowamy w podobnej sytuacji. Co do przygotowania mentalnego do walki a w zasadzie coś co można by określić jako „warunkowanie sprawcze do stosowania śpb” o czym szeroko pisze m.in. Grossman, to jest to bardzo ciekawy temat. W szkoleniu służb podstawą są dwie rzeczy:
    1. Identyfikacja pracownika z instytucja – m.in poprzez wpajanie idei, umundurowanie (wiecie te gadżety – kubki, długopisy, koszulki itp.) tak żeby człowiek czuł ze jego firma jest wszędzie dookoła niego a on jest jednym z jego elementów – temu służy etap dość długie postępowanie kwalifikacyjne (odsiew i selekcja) oraz dość długie szkolenie podstawowe (ok pół roku),
    2. Budowanie dystansu moralnego do przestępców oraz wpajanie przeświadczenia o działaniu w wyższej sprawie, tak by funkcjonariuszowi łatwiej było użyć śpb.
    Sa to podstawowe z elementów które pozwalają przygotować mentalnie funkcjonariusza do użycia broni.

  28. arturo says:

    No pięknie, fachowo, i macie racje, ale jak widzicie praktycznie szkolenie podstawowe w posługiwaniu się bronią funkcjonariusza. Dla ułatwienia mam: 8 grup szkoleniowych w każdej po 25 funkcjonariuszy, 1/3 to kobiety, nikt nie miał wcześniej broni w ręku, macie 50 godzin na grupę, do dyspozycji dość trudna jak na początek broń: P99AS ( język spustowy). Nie mogę się zajmować tymi ważnymi wszystkimi rzeczami o których piszecie, walczę aby najgorszy z tych funkcjonariuszy nie zastrzelił mnie lub kolegi, walczę z przełożonymi aby uczyć radzenia sobie na służbie a nie na strzelnicy. Może jakieś podpowiedzi chętnie skorzystam z możliwych do wykonania. I tak bardzo dużo zmieniliśmy w stosunku do ostatnich lat.

  29. Marcin R says:

    Napisz jakiś fajny kwit, taki w stylu dlaczego chcesz robić to co chcesz robić, podeprzyj to jakąś fajna literaturą. Przełożeni lubią kwity – takie proste, z cyferkami a najlepiej kolorowymi wykresami no takie fajne żeby się można było przed kumplami pochwalić na odprawie z kierownictwem. Przynajmniej będziesz wiedział że zrobiłeś wszystko co mogłeś zrobić – samo trukanie do ucha nic nie daje, bo jak głowa pusta to jednym wlatuje a drugim wylatuje. mam coś pomocnego przygotowane, Mogę Ci podrzucić – dla kolegi po fachu, Pisz na maila m.rzez@wp.pl
    nawiasem mówiąc 50 h to sporo czasu…

  30. arturo says:

    Myślę że nie o to mi chodzi, szkolenie o którym pisze to szkolenie kwalifikowane, tu programy są z góry określone, żadne kwity tu nic nie dadzą. Sam program już udało nam się zmienić bardzo poważnie, bo nie ma w tej chwili określonych strzelań dzięki temu mogłem w szkolenie podstawowe wprowadzić między innymi nr6 policyjne. 50 godzin to faktycznie sporo i jeżeli cel tego szkolenia będzie jasny i wybrane to tego odpowiednie szkolenie i strzelania jest całkiem ok. Moim jedynym problemem jest forsowanie cały czas celu. Moim jest przygotowanie do służby, ale w szerokim kręgu jest nauczyć strzelać z bardzo dużej odległości (20-25) na punkty. Nawet w 50 godzin tego nie nie da rady. W szkoleniu kwalifikowanym już jest całkiem fajnie ale gorzej w doskonaleniu zawodowym tu kryzys godzinowy i amunicyjny, za to instruktor może poszaleć o ile ktoś przyjdzie. W nawiązaniu do tematu strzelanie nr6 policyjne zrobiliśmy podstawowym strzelaniem zobaczymy jak to będzie wychodzić.

  31. Marna to pociecha, ale te same problemy sygnalizowałem, także w swoich artykułach w prasie, dobre 10 lat temu. Także owoływalem się w nich na negatywne doświadczenia, identyczne z Twoimi, w różnych formacjach na przestrzeni długiego czasu, począwszy od SMP w Szangahju. A praktycznie, to chyba działo się to samo od zawsze. Nigdzie nic istotnego się nie zmienia w systemie szkolenia od wewnątrz, jeśli zmian nie wymusi samo życie. Dlatego nic Ci nie poradzę, bo działając wewnątrz chorego systemu, nie da się tego przeskoczyć. Nie naprawia się tandety, ani nie sztukuje się protez. Trzymam się tego, co już napisałem w artykule powyżej – w służbach nie tyle jest za mało treningu, co sam obecny trening jest zły. To wszystko musi być wywalone w kosmos. Na dzisiaj możesz tylko sprawić, żeby ludzie po szkoleniu podstawowym nie bali się broni i potrafili ją poprawnie obsługiwać. A tych , co będą chcieli, szybko można nauczyć czego trzeba na takich kursach, gdzie jest swoboda programowa.

  32. Marcin R says:

    Dlatego uważam ze jedyna szansa na pokonanie „teoretyków” jest przygotowanie jakies fajnej prezentacji – musisz przyjąc walkę na ich warunkach – pokonac rzeczowymi argumentami. może wtedy pozwola Ci cos zmienić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s