Specyfika strzelectwa obronnego

Artykuł opublikowany w MM Komandos nr 7-8 (117) 2002. W druku ukazał się pod redakcyjnym tytułem „Profesjonaliści pilnie poszukiwani”. Tekst poniżej jest w brzmieniu przesłanym do redakcji, współczesne noty oznaczono nawiasami.

Sytuacje, w których dochodzi do użycia broni palnej w ochronie lub przywracaniu porządku prawnego charakteryzują się całkowicie odmiennymi warunkami od tych, w jakich strzelają inni użytkownicy broni. Funkcjonariusze służb mundurowych, pracownicy ochrony lub osoby działające w samoobronie muszą sprawnie używać broni znajdując się w sytuacjach ekstremalnych.
Dla tego typu zdarzeń charakterystyczne są następujące okoliczności:

      • potencjalnym celem jest człowiek, w tym również uzbrojony w broń palną;
      • strzały oddawane są z bliskiego dystansu – najczęściej jest to 5 metrów lub bliżej, a niejednokrotnie nawet w kontakcie bezpośrednim;
      • zdarzenia są nagłe, a inicjatywa początkowo zwykle należy do przeciwnika;
      • zasadniczo strzelania mają charakter dynamiczny;
      • obok celności strzałów istotne znaczenie ma siła ognia;
      • ważkim czynnikiem jest osiągnięcie wobec przeciwnika co najmniej równorzędności posiadanego uzbrojenia;
      • o wyniku walki może przesądzić nie tylko wymiana ognia, ale także manewr;
      • sytuacje są zmienne i dużą rolę odgrywają czynniki przypadkowe;
      • zachodzi nierówność dopuszczalnych zachowań, często rzutująca na skuteczność w walce: z jednej strony jest nieskrępowana bezwzględność przestępców, a z drugiej są ograniczenia nakładane na osoby działające w imieniu prawa;
      • częstokroć w strefie zagrożenia obecne są osoby postronne.

Powyższe zestawienie wykonałem wykorzystując po części szerzej znane spostrzeżenia oraz po analizie znanych mi sytuacji, w których doszło do użycia broni palnej. Wymienione wyżej czynniki powodują, że umiejętności strzeleckie przydatne do walki odbiegają znacznie od tego, co potocznie rozumie się jako „strzelanie”. Wymagają one osobnego wytrenowania w ramach systemu strzelectwa obornnego. Oczywiście, nazwa przyjęta dla tego rodzaju strzelectwa jest sprawą drugorzędną. Używam określenia strzelectwo obronne, bo wydaje się być trafne i ma już pewną tradycję. Można go jednak zastąpić inną nazwą. Istotne jest faktyczne wyodrębnienie pracy z indywidualną bronią bojową jako osobnej dziedziny strzelectwa. Wciąż stosunkowo niewiele osób, zarówno zainteresowanych branżą, jak i postronnych, zdaje sobie z tego sprawę. [Obok nazwy "strzelectwo obronne" równie długo funkcjonuje określenie "strzelectwo bojowe". To drugie wydaje mi się obecnie bardziej adekwatne, o czym pisałem TUTAJ, jednak "obronne" jest chyba bardziej rozpowszechnione. - przyp. autora 1.12.2011]

Na podstawie przedstawionej na wstępie charakterystyki realnych sytuacji strzeleckich można pokusić się o wyszczególnienie dalszych czynników zakreślających specyfikę strzelectwa obronnego. Dotyczą one tak zakresu wymaganych umiejętności, jak i sposobu szkolenia pracowników.

Strzelec musi wykazywać odporność na stres związany z osobistym fizycznym zagrożeniem, wolę walki, agresję, instynkt samozachowawczy, samokontrolę i szereg innych właściwości psychicznych niezbędnych do konfrontacji z przeciwnikiem w bezpośrednim starciu, a nie przez porównanie wyników. W realnych sytuacjach strzeleckich dochodzą dodatkowo ograniczenia płynące z obowiązującego prawa. Należy zwrócić uwagę na nieżyciowość regulacji prawnych i strach przed procedurami wyjaśniającymi w przypadku użycia broni. Niejednokrotnie wpływa to obezwładniająco na osoby działające przecież w imię prawa. Ostatnio ten temat jest szeroko komentowany.

Wiele nieporozumień budzi określanie dystansu strzelań. Warto podkreślić, że chodzi o strzelanie naprawdę z bliska, dosłownie z kilku metrów. Jako już maksymalne odległości przyjmuje się obecnie 10 – 15 m. Powyższe odległości powinny obowiązywać przy treningu każdym rodzajem broni. Nie ma uzasadnienia podejście na zasadzie „broń krótka – strzelamy bliżej, broń długa – strzelamy z dalszej odległości”. Charakter zdarzeń nie zależy od tego jaką akurat broń pracownik ma przy sobie. A jeszcze do tego „bliżej” w najlepszym przypadku oznacza 15 m, natomiast np. z pistoletu maszynowego wyznaczane są strzelania nawet z 50 m, no i koniecznie krótkimi seriami.[artykuł napisałem w 2002 r. - przyp. autora]

Strzelectwo obronne nie ogranicza się do nauki oddawania celnych strzałów. Jest to tylko wycinek szkolenia. Należy odstąpić od nawyku dążenia do trafienia w punkt, na rzecz trafiania w określoną strefę, i to w razie potrzeby wielokrotnie. Pracownik powinien umieć ocenić jakie w ogóle oddziaływanie ogniem jest w danej sytuacji optymalne. Za tym idzie wymóg zdolności do prowadzenia ognia na różne sposoby, a nie tylko pojedynczymi strzałami. Nie do przecenienia jest techniczna sprawność w obsłudze broni. Osiągnąć ją można tylko poprzez poznanie odpowiednich technik i doprowadzenie do wykonywania ich na poziomie pamięci mięśniowej.

Niezbędne jest poznanie budowy i zasad działania broni. Sama broń powinna spełniać wysoko postawione kryteria prostoty budowy, łatwości obsługi, niezawodności, trwałości, szybkości, bezpieczeństwa. Musi to być broń o dużej sile ognia, zdolna do strzelania pociskami o dużej mocy obalającej. W różnych krajach można napotkać w tym względzie pewne ograniczenia. W Polsce aktualnie do celów służbowych poza wojskiem oraz do celów ochrony osobistej dopuszczalna jest broń kalibru maksymalnie 9 mm [stan w 2002 r.]. Dlatego jednoznacznie trzeba wskazać, że dla broni krótkiej zasadą powinien być wybór na uzbrojenie pistoletu z klasy tzw. cudownych dziewiątek, i to raczej któregoś z kilku sprawdzonych i szeroko uznanych typów. Ewentualny bardziej wyrafinowany wybór to sprawa dalsza w stosunku do omawianej tematyki.

Źródłem ogromnych obciążeń jest obecność w strefie zagrożenia osób nie zaangażowanych bezpośrednio w walkę. Odpowiedzialnością za przypadkowe ofiary zawsze obciążane są służby. Ewentualne przekształcenie zdarzenia w sytuację z zakładnikiem bardzo komplikuje rozwiązanie problemu. Również dla zachowania własnego bezpieczeństwa rolę osób postronnych należy traktować jako niejasną do końca starcia. Niekiedy osoby takie mogą być zagrożeniem także w postępowaniu wyjaśniającym zdarzenie, jako możliwi stronniczy świadkowie.

Wszystkie wymienione czynniki powodują, że nierozerwalny jest związek umiejętności strzeleckich i taktycznych. Zagadnienia te można traktować osobno tylko w początkowej fazie szkolenia pracownika czy funkcjonariusza. Nieporozumieniem jest prowadzenie szkoleń przez instruktorów nie posiadających własnego doświadczenia w pracy z bronią i pojęcia o taktyce działań, czy to ochronnych, konwojowych, szturmowych czy innych wykonywanych w [danej] służbie. Zajęcia muszą z czasem zacząć oddawać realność spodziewanych sytuacji – interwencje o różnym przebiegu, strzelania sytuacyjne, nocne, w pomieszczeniach, pośród ludzi, sytuacje stresowe, procedury obsługi broni po zranieniu i inne. Tymczasem są one zdominowane przez ludzi w tym sensie przypadkowych, różnego typu specjalistów od zdalnego kierowania ogniem, którzy ograniczają funkcje szkoleniowe do wydawania regulaminowych komend.

W kraju mamy ogromną liczbę użytkowników broni. W pierwszym rzędzie są to funkcjonariusze służb mundurowych: Policji, Urzędu Ochrony Państwa, Straży Granicznej, Służby Więziennej, Biura Ochrony Rządu, w istotnym zakresie poruszane zagadnienia dotyczą także sił zbrojnych. Następnie są [kolejne] służby, których dostęp do broni jest regulowany na podstawie przepisów odrębnych niż Ustawa o broni i amunicji: Inspekcja Celna, Straż Ochrony Kolei, Państwowa Straż Rybacka, Państwowa Straż Leśna, Państwowa Straż Łowiecka. Funkcjonuje liczne, bardzo zróżnicowane środowisko pracowników ochrony fizycznej posiadających odpowiednie licencje i świadectwa. Na koniec są jeszcze indywidualni posiadacze broni do celów ochrony osobistej. Nie podejmuję się podać łącznej liczby wymienionych osób, ale szacunkowo można ocenić, że chodzi o dobrych kilkaset tysięcy. Oprócz nich wspomnieć należy o osobach uprawiających strzelectwo sportowe i rywalizujących w innych formach, strzelających rekreacyjnie oraz o myśliwych.

Pośród tej masy użytkowników broni zauważalny jest brak zrozumienia odrębności poszczególnych dziedzin strzelectwa. Tymczasem strzelectwo obronne różni się całkowicie od strzelectwa sportowego, strzelectwa praktycznego, ogólnowojskowego wyszkolenia strzeleckiego, sposobów strzelania stosowanych w łowiectwie i innych. Te dziedziny strzeleckie mogą być urozmaiceniem treningu osób zawodowo pracujących z bronią bojową, jednak nie pozwalają nabyć właściwych sposobów działania w sytuacjach realnego zagrożenia ani tym bardziej podczas walki. Wynika to z różnic między stawianymi zadaniami, wypracowanych dla ich realizacji technik strzeleckich i metod szkolenia.

Podobnie różnice występują jeśli chodzi o stosowaną broń. Niezwykłe, nowoczesne i drogie konstrukcje do strzelania konkurencji dowolnych, długowieczna broń myśliwska traktowana z pietyzmem nieomal jak skrzypce, czy pistolet rozmyślnie rzucany na beton w celu przekonania się na ile można sobie pozwolić to są przecież wybrane przykłady z zupełnie odrębnych rzeczywistości. Dorobek praktyczny i teoretyczny poszczególnych dziedzin strzeleckich przy próbach wykorzystania w innych warunkach najczęściej niestety okazuje się mniej lub bardziej nieprzydatny.

Najbardziej cierpią na tym akurat grupy zawodowo pracujące z bronią do celów bojowych. A są to przecież ludzie, którzy, paradoksalnie, z bronią obcują najwięcej. Od zawsze słychać alarmujące głosy w związku z mizernym poziomem ich wyszkolenia. Poza pracującymi gdzie niegdzie pojedynczymi osobami i małymi liczebnie enklawami w jednostkach specjalnych poszczególnych służb, mamy do czynienia z rzeszą osób kompletnie nie przygotowanych do fachowego użytkowania broni. Przy tym jako fachowe użytkowanie rozumiem zdecydowanie coś więcej niż umiejętność celnego strzelania statycznego z 25 m i sprawnego czyszczenia broni. Zmiana tego stanu będzie możliwa tylko wraz z nowym podejściem do szkolenia. Najdłuższy nawet czas spędzany na tradycyjnych zajęciach strzeleckich wcale nie przekłada się na umiejętności praktyczne przydatne w pracy z bronią. Niestety, szkolenie tej największej, kilkusettysięcznej grupy użytkowników broni jest oparte na wzorach, od których w gruncie rzeczy powinni się trzymać jak najdalej.

Powszechnie obowiązuje podejście przyjmujące za koronę strzelectwa wzorce wypracowane dla potrzeb sportu. Można nawet, moim zdaniem, zaobserwować dążenie części środowisk związanych ze strzelectwem sportowym do objęcia swoją reglamentacją całości strzelectwa. Sprzyja temu zakorzenione pośród wielu prawodawców, służbowych decydentów oraz instruktorów przestarzałe podejście do szkolenia i zawodowa indolencja. W efekcie widzimy, jak zasady właściwe dla marginalnej (w proporcjach liczebnych) warstwy strzelców krępują bez porównania większą liczebnie grupę użytkowników, dla których broń jest po prostu narzędziem pracy i środkiem bezpieczeństwa. Świadomość, że nie przystaje to w żaden sposób do życia nie może się upowszechnić. Nawet jeśli jest ona deklarowana, to na ogół brak zrozumienia jak sprawy rzeczywiście powinny wyglądać. Jestem daleki od próby umniejszenia wartości strzelectwa sportowego. Na pewno wszyscy jesteśmy dumni ze sportowych osiągnięć, wielkości zawodników i profesjonalizmu ich szkoleniowców. Ale jasno powiedzmy sobie, że każdy system walki ujęty w ścisłe reguły dla potrzeb rywalizacji albo dla tzw. sztuki szybko traci związek z normalnym życiem, tworząc swój własny świat. A to strzelectwu przytrafiło się już dawno, dawno temu.

Na marginesie trzeba niestety to samo powiedzieć o strzelectwie praktycznym IPSC. Powstało ono przecież właśnie w reakcji na skostnienie strzelectwa sportowego i z chęci przeprowadzania treningów i rywalizacji w warunkach zbliżonych do realnych. Tymczasem rywalizacja stała się celem samym w sobie, z postępującymi tego konsekwencjami. Zdaje sobie sprawę z tego część samego środowiska IPSC, co skutkuje nowymi inicjatywami w zakresie szkolenia.

Sprawdziany i współzawodnictwo są nieodłącznym elementem szkolenia i dobrze pojętej rozrywki w procesie doskonalenia zawodowego. Przecież o to też w końcu chodzi, żeby dobrze się bawić. Szkolenie nie może być monotonne. W sumie każdy strzelec powinien mieć w dorobku kilka dobrych wyników lub jakichś efektownych technik świadczących o jego możliwościach. Należy tylko mieć świadomość co może przydać się w pracy zawodowcowi a co studentowi znanej szkoły w Julinku.

Urealnienie szkolenia bojowego powinno nastąpić jak najszybciej. Jest niewyobrażalnym wręcz nadużyciem wysyłanie na ulicę ludzi nie mających przydatnych na ulicy umiejętności i oczekiwanie od nich profesjonalnych akcji.

Informacje Sławomir Kasprzak
instruktor służb mundurowych

24 Responses to Specyfika strzelectwa obronnego

  1. Marcin R pisze:

    Post naprawdę ok i powinien stanowić pierwsze zajęcia jako wykład wprowadzający do nauki strzelania użytkowego w każdej służbie. Moje uwagi są następujące:

    Nie ma się co oszukiwać ale strzelectwo obronne/bojowe (defensive/combat) stanowi zupełnie inna „nauka” niz strzelectwo sportowe które jak piszesz często stanowi „podstawę elementarną” użytkowego użycia broni dla funkcjonariuszy/żołnierzy/ochroniarzy. Z moich obserwacji tak naprawdę najbliższy strzelaniu bojowego spośród strzelectwa sportowego jest rozdział poświęcony strzelaniu szybkiemu ale to i tak za mało. Strzelectwo obronne/bojowe to nie tylko umiejętności techniczne i strzelanie do kartonu (worek nie oddaje uderzeń – Bruce Lee). To przede wszystkim umiejętność rozpoznawania i identyfikowania zagrożeń, Umiejętność stosowania procedur prawnych użycia środków przymusu i broni w stresie, Umiejętność zastosowania procedur po użyciu broni w tym udzielania pierwszej pomocy, pisania raportów oraz późniejszych wystąpień w prokuraturze i sądzie. W praktyce zwykle te elementy wyszkolenia występują w systemach szkolenia oddzielnie ( i jest to słuszne w początkowym etapie wyszkolenia funkcjonariusza/ochroniarza) ale brakuje całościowych ćwiczeń symulacyjnych (m.in z użyciem broni RAM/FX i wszystkich późniejszych elementów – napisania raportu, przesłuchana przez prokuratora itp.) które pozwoliły by poznać (w minimalnym stopniu) i przetrwać późniejsze realne sytuacje. Wracając do samego strzelectwa obronnego. Zakres szkolenia strzeleckiego powinien być łączony z umiejętnością stosowania broni, tj powinno się uczyć funkcjonariuszy ze jeśli jest „coś nie tak” powinien umieć „wyjść za starcia” by zyskać dystans niezbędny do dobycia broni oraz wykonania niezbędnych procedur prawnych. ten nawyk powinien byc praktykowany na zajęciach ze stosowania śpb a na strzelnicy wykonywany po przez np. wykonanie odepchnięcia tarczy/ciężkiego worka/ partnera treningowego celem oddania strzału.

    Wyszkolenie techniczne:
    przede wszystkim powinno się zacząć od tego że broni używają głównie ludzie „pracujacy na ulicy” – to wynika ze statystyk policyjnych – to prewencjusze sa najbardziej narażeni i oni najczęściej używają broni – nie AT – antek ma kevlar, zwykły policjant nie a niejednokrotnie styka się z przemocą skierowana wobec niego w różnych postaciach i tak naprawdę ma najbardziej przerąbane. jeżeli spojrzymy na dystans strzelania i sytuacje jej użycia to LEOKA FBI jest tu skarbnica wiedzy i w znacznym stopniu pokrywa się z tym co sie dzieje u nas. Nie mniej Polska powinna prowadzić własne badania w tym zakresie.- analiza zagrożeń powinna stanowić pozycje wyjściowa do tworzenia systemu wyszkolenia. Nie mniej Sławku piszesz o dystansie 5 m osobiście uważam ze maksymalny dystans prowadzenia ognia w szkoleniu funkcjonariuszy/ochroniarzy powinien wynosic do ok 7 m z naciskiem na użycie broni do 3 m (pewnie zostanę ukrzyżowany) ćwiczący nigdy nie powinni mieć podawanego dystansu strzelań – dla nich dystans powinien sie on dzielić na dwa:
    – wystarczajaco blisko by strzelac,
    – na tyle ‚daleko” by nie strzelac.
    Duży nacisk powinien być kładziony na techniki dobycia i przeładowania broni także awaryjne (np o kaburę) stosowanie obowiązującej procedury użycia broni (okrzyk), strzelanie równym ogniem w określoną strefę (osobiście uczyłbym strzelania w pachwiny a nie klatkę piersiową jest to skuteczniejsze w bliskim dystansie), strzelanie powinno byc realizowane w układzie strzelania jednorącz (ręka słabsza i silniejsza) jak i oburacz (zwłaszcza na dystansach powiedzmy powyzej 3 m – gdy broń znajduje sie poza zasięgiem reki napastnika). Ograniczyłbym strzelania z wymiana magazynka bo w sytuacji uzbrojenia w generacje cudownych 9 jest to umiejętność która traci na znaczeniu) natomiast na znaczeniu zyskuje umiejętność usuwania zacięć (w błyskawicznej formie „Tap rang bang”) Stopniowo powinno sie zwiększać stres i łączyć użycie broni z technikami stosowania śpb oraz odpierania ataku a nawet uderzania bronią (w obronie koniecznej znajduje to uzasadnienie) do tego dodam ze powinno sie realizować duża liczbę strzelań małymi ilościami ammo (powiedzmy do 3 szt) a jeszcze jedno… powinno się strzelać do celów przypominających ludzi ( poubierane manekiny). Ok to narazie tyle tak na goraco…

    Pzdr m.rzez@wp.pl

  2. @Marcin R: Cóż tu dodać – komentarz jest mocno zbieżny z tym, co piszę na tej stronie. Może tylko taka niewesoła refleksja. 9 lat temu, kiedy pisałem ten artykuł, mogło się wydawać, że coś to zmieni w programach szkolenia służbach mundurowych. Teraz jeden z naszych kolegów po przeczytaniu tego wpisu sygnalizuje mi w mailu postępująca marginalizację szkolenia strzeleckiego i stawianie formalnego wymogu posiadania uprawnień instruktora strzelectwa sportowego przez instruktorów służb mundurowych…

  3. Marcin R pisze:

    Sławku, wymóg posiadania nie uważam wcale za chybiony pomysł. Dlaczego? Zgodnie z przepisami uzyskanie uprawnień instruktora strzelectwa sport to 100 h szkol ogólnego (nie dotyczy absolwentów AWF) oraz 150 h części specjalistycznej. To powinna być podstawa uzupełniona specjalistycznym szkoleniem instruktorskim właściwym dla danej instytucji. W ten sposób w przypadku gdyby doszło do wypadku na zajęciach sprawa dla prokuratora jest jasna. . Posiadanie uprawnień instr strzel sport jest szczególnie istotne w sytuacji gdy zajęcia realizowane są na obiektach zewn (prywatnych), wiele strzelnic to obiekty typowo sportowe i regulamin strzelnicy często narzuca zakres uprawnień prowadzącego. Z reguły gdy dochodzi do np wypadku to prokurator zażyczy sobie przeglądu uprawnień do prowadzenia zajęć Instruktora. jeżeli takowy ukończył jedynie jakiś wewn kurs (trwający np 3 dni czy tydzień) zapewne poprosi biegłego (najprawdopodobniej kogoś z AWF) o skonfrontowanie programu takiego kursu instruktorskiego z programami ich sportowych odpowiedników. Nie ma się co oszukiwać wnioski będą jasne – niewłaściwe przygotowanie do zawodu i przepychanki miedzy instruktorem a instytucją o to kto tu bardziej zawinił.
    fajnie np to rozwiązało wojsko – chcesz być instruktorem walki wręcz w kontakcie bezpośrednim – musisz posiadać państwowe uprawnienia instruktora z jakiegoś sportu walki, chcesz być instruktorem BLOSS – musisz posiadać uprawnienia instruktora strzel. sport. Oczywiście kurs instruktorski możesz zrobić nawet teraz, ale zajęcia wolno ci poprowadzić dopiero gdy uzyskasz państwowe papiery zawodowe. Formalnie sprawa jest załatwiona i nie uważam tego za złe rozwiązanie w przypadku polskich uwarunkowań prawnych.

  4. Część ogólną instruktora sportu robiłem nawet kilkukrotnie na przestrzeni kilkunastu lat, chociaż formalnie nie miałem obowiązku i bardzo to sobie cenię. To faktycznie powinien zaliczyć każdy instruktor w służbach, bo się bardzo przydaje nawet mimo tego, że potem prowadzone szkolenia nie mają charakteru sportowego. Schizofrenia zaczyna się od części specjalistycznej. Czy to w strzelectwie czy w sportach walki, metody które się powinno uczyć mundurowych mało się pokrywają, a bywają wręcz zaprzeczeniem tego, co jest przekazywane instruktorom sportu. Innymi słowy, potem na zajęciach albo instruktor robi to co trzeba a jest to co innego, niż świadczą jego kwity, albo naprawdę uczy według swojej sportowej wiedzy, ale wtedy przekazuje ludziom rzeczy nieprzydatne w służbie. Wydaje mi się, że zestawienie strzelectwo bojowe a strzelectwo sportowe to akurat najbardziej drastyczny przykład takiej niezgodności. Tak to widzę, nie wiem, czy się ze mną zgodzisz. Ale tym, co mnie najbardziej martwi, jest kierunek zmian. Mieliśmy już resortowych instruktorów strzelectwa, których kwitów nikt nie mógł kwestionować, a teraz służby bez potrzeby i na własne życzenie uzależniają się od jakiejś cywilnej organizacji. Na programy szkoleniowe, a zwłaszcza sposób ich realizacji to też będzie negatywnie wpływać. Na dłuższą metę cofamy się i dlatego wywołuje to mój sprzeciw.

  5. Marcin R pisze:

    Ja się w pełni zgadzam. Z teoretycznego punktu widzenia jak najbardziej masz racje – to paranoidalna sytuacja. Natomiast polskie uwarunkowania prawne są takie jakie są – państwowe kwity to zawsze dobry „dupochron”. Natomiast porażka jest np jak w przypadku szkolenia ochroniarzy na licencję wymóg posiadania przez instruktora uprawnień instruktora strzel sport. W przypadku gdy tworzone są „instrukcje strzelań” gdzie tak naprawdę strzelanie sprowadza się do zrealizowania określonych strzelań z książki – gdzie nie ma miejsca na inwencję czy kreatywność instruktora to chyba nie jest to szczególny problem choć uważam że instruktor powinien przejść szkolenie z zakresu realizacji „instrukcji”. Co Innego gdy mówimy o możliwościach wpływania instruktora na rodzaj i warunki przeprowadzanych strzelań. Panaceum byłyby uprawnienie defensive/law enforcement Instruktor… Z uwzględnieniem logiki zagrożeń oraz metodyki typowej dla służb (np. trening sytuacyjny itp)

  6. W sumie to mówimy o tym samym. Jeśli mówimy o „państwowych” kwitach, to nie ma bardziej państwowych agend, niż policja i bezpieczeństwo oraz wojsko :) Jaki problem podtrzymać uprawnienia instruktorskie resortowe jako zawodowe w MEN? Jeśli np. wszyscy policjanci po przejściu na emeryturę mogą z urzędu dostawać licencje ochroniarskie, to tym prościej jest przetworzyć przeszkolenie instruktorskie ukończone w resorcie na konkretnie uprawnienia zawodowe. To się naprawdę może przydać instruktorom przy dorabianiu poza służbą albo na emeryturze, bo jeśli chodzi o szkolenia wewnętrzne, to jak wspomniałem wcześniej, prokuratura nie podważy tych uprawnień co były wydawane w dotychczasowym trybie.
    Natomiast chciałbym wspomnieć o czymś jeszcze. Nastawianie się na zdobywanie uprawnień Polskich Związków przez instruktorów służb otwiera furtkę w drugą stronę. Wielu instruktorów cywilnych, w strzelectwie czy sportach walki, już i tak czuje się w kompetencjach pouczać i proponować zajęcia służbom mundurowym! Widziałem i słyszałem o takich propozycjach, składanych kompletnie bez znajomości realiów. Tacy narwańcy są co do zasady traktowani mniej lub bardziej asertywnie, ale zamiast zrozumieć śmieszność sytuacji, raczej wietrzą spisek. A bywa też, że są dopuszczani do prowadzenia zajęć szkoleniowych z funkcjonariuszami.

  7. Marcin R pisze:

    No tak, instruktor wychodzący do zajęć z policjantami czy żołnierzami w karatedze czy judodze – byłoby cofnięciem się w standardach szkoleniowych o 20 lat, tak samo jak wykorzystywanie przez instruktorów strzelectwa w zajeciach zawodowych broni specjalistycznej do konkurencji typu IPSC… Juz teraz na zawody organizowane przyjeżdżają ludzie z wyrasowanymi klamkami w cenie 7 – 8 tys. czasem niektóre ekipy startujące w zawodach maja te klamki jako służbowe i w pewnym sensie wyznacza to pewne standardy szkolenia. Każdy przełożony chce mieć u siebie ekipę która „wygrywa” zawody. To o czym piszesz staje się poważnym problemem, wiadomo mundurówka to jakieś tam stałe pieniądze i prestiż – będzie czym mydlić oczy cywilom – 30 dyplomów na ścianie i zdjęcia z komendantami ośrodków szkolenia to dobry chwyt marketingowy. Co do szkolenia instruktorów i ewentualnej możliwości „nostryfikacji” tych uprawnień przez PZSS oraz MEN – każdy kurs to pewne pieniądze i przypływ do kasy, pewnie nikt na to nie pójdzie ale koncepcja słuszna.

  8. arturo pisze:

    Kurs instruktora sportu w służbach mundurowych, również w wojsku to pomyłka i tyle. Przyjęło się że państwowe papiery to papiery sportowe, a to tylko dlatego że dają prawo do wykonywania zawodu instruktora sportu. Powinny zostać w sporcie, tymczasem wcisnęły się w Policje i inne służby. W wojsku to już mistrzostwo świata, tylko dlatego że nie ma już szkół wojskowych. W szkołach wojskowych zdobywało się największe kwalifikacje do prowadzenia zajęć ( cała metodyka szkolenia wojskowego). Teraz tego brak więc wciśnięto instruktora sportu, a to porażka i strata kasy.

  9. Marcin R pisze:

    Tak naprawdę nikt nie bardzo chce jasno rozdzielić czym jest doskonalenie zawodowe, szkolnictwo zawodowe (w resortach) i jak to powiązać z państwowymi uprawnieniami zawodowymi. Znając polske chcąc ograniczac koszty magistra mozna by zrobic w miesiąc (w niektórych strukturach kursy oficerskie trwały 11 dni). Zapewne w sytuacji zrównania uprawnień wewn z ministerialnymi wojsko czy służby spodziewałoby się sporego odpływy wykwalifikowanej kadry. A tak jest fikcja i jeszcze państwo może na tym zarobić parę groszy.
    Ciekawe jakie uprawnienia do prowadzenia zajęć z policjantami mają żołnierze np „Special Forces” którzy w ramach szkolenia podstawowego odbywają dość ostre i skuteczne szkolenie pedagogiczne a którzy na emeryturach często są zatrudniani jako szkoleniowcy poza armia a nawet szkolą obce wojska i struktury bezp. pod bandera USA.

  10. arturo pisze:

    Jestem zdania że już było prawie dobrze. Nie wiem czy Panowie pamiętacie takie czasy: po szkole wojskowej – 3 letniej, czy oficerskiej, dowódca plutonu był w pełni przygotowany do prowadzenia zajęć ze wszystkiego, prowadził strzelania taktykę, wf. Mało tego w pewnym zakresie mógł prowadzić zajęcia w cywilu. Osobiście po Nalazkach zrobiłem kurs pomocnika instruktora narciarstwa PZN i w wojsku rozkazem zostałem instruktorem narciarstwa co w zupełności wystarczało by żołnierzy uczyć jeździć , wspinaczki? proszę bardzo: z GOPR -2 stopień ratownictwa i instruktor wspinaczki w wojsku. Wspomnę tylko że, kurs ten trwał dwa lata, narciarski miesiąc i dotyczył i był przygotowany tylko dla służb. Teraz sam jestem po kursach instruktora sportu i uważam, że w porównaniu z tamtymi w ogóle nie mają nic do zaoferowania oprócz ”papiera” i wydanych nie potrzebnie nie małych pieniędzy. W stanach myślę że bardziej ceni się ludzi z doświadczeniem a nie z papierem. Osobiście w szkole wojskowej nie miałem nauczycieli bez doświadczenia zdobytego w jednostkach liniowych ale wiem, że były takie przypadki i są że w ośrodkach szkoleń jako wykładowcy i instruktorzy pracują ludzie bez żadnego doświadczenia zawodowego i tu jest porażka.

  11. Marcin R pisze:

    Mam znajomego który jest instruktorem:strzelectwa, judo, jujitsu, boksu, kickboxingu, samoobrony, karate, samoobrony i pewnie czegoś tam jeszcze- teraz chce się wziąć za MMA i techniki interwencji. nadmienię ze na macie czy sali nie spędził więcej niż miesiąc z każdej dyscypliny. Na strzelnicy był trzy razy Takie chłopak ma hobby i… ma kasę.najśmieszniejsze ze nie są określone jasne kryteria odnośnie „doświadczenia” które powinien posiadać każdy z ćwiczących by móc uczestniczyć w 8 tyg kursie nadającym uprawnienia zawodowe. Chłopak miał firmę, otwierał sekcję albo robił dla jakieś szkoły ochroniarskiej czy czegos tam i… brał chłopaków mundurowych (takich pasjonatów z jajem i doświadczeniem) za parę groszy do roboty weekendowej czy na wieczory. na SALI POJAWIAŁ SIE DO 10-TEGO (BRAŁ KASĘ OD ĆWICZĄCYCH) i 30 gdy płacił instruktorowi. Takie mamy przepisy. Płacisz i masz to za co płacisz – zawód w 8 tyg. Jak kiedyś powiedział przy wódce – „I kto tu jest frajerem? Ja czy chłopaki którzy prosili się o robotę na boku i całe życie bili się na matach? ja go szanuje bo przynajmniej jest szczery. Wyobraźcie sobie jaka kopara musiała opaść każdemu z kontrahentów jak przychodził facet z taką garścią papierów i jeszcze mówił ze współpracuje z instruktorami ze służb mundurowych

  12. Służby mundurowe wymagają posiadania konkretnych umiejętności związanych z aktywnością fizyczną, ale od strony zawodowej to jest bliższe temu, co się rozumie przez pracę fizyczną, a nie przez sport. Problem w tym, że charakteru tej aktywności nie rozumieją sami decydenci służb ani nawet funkcjonariusze. W konsekwencji błąd jest powielany zarówno w potocznym myśleniu, jak i ma to przełożenie na uprawnienia zawodowe instruktorów służb mundurowych. Dla wielu ta aktywność wiąże się ze sportem. Jednak umiejętności pracownika ochrony prawa czy żołnierza to określony zakres czynności związanych z tą konkretną pracą i żaden sport nie ma tu nic do rzeczy. O ile przygotowanie ogólnorozwojowe jest pożądane, to trzeba zrozumieć, że sama robota w sensie czynności jest odrębna od sportu, tak jak odrębne są i inne zawody. Od nauczycieli zawodów przecież nikt nie wymaga posiadania uprawnień jakiegoś związku sportowego. Za to jakimś cudem przyjęło się to w odniesieniu do instruktorów służb mundurowych.
    Od tego myślenia jest często tak trudno uciec, że nawet wtedy gdy dociera do kogoś inny zakres merytoryczny, to brakuje zrozumienia odręności celów i środków kształcenia zawodowego a treningu sportowego lub rekreacji. Kuriozum były np. kursy instruktorów rekreacji ruchowej w zakresie taktyki i technik interwencji (!) dla policjantów. Odbywały się takie bodaj w Szczytnie kilka lat temu. Nie wiem, czy sprawa jest aktualna, bo na jakiś czas z daleka straciłem z tym kontakt, ale tak było, i zdaje się czerwone książeczki na koniec kursu też były. To krotochwila jakaś, ale bardzo znamienna :)

  13. Marcin R pisze:

    Teraz też widziałem ogłoszenie o naborze na kurs Instruktora rekreacji ruchowej o specjalności techniki interwencji.

  14. Jak z tego wynika, służby zamiast iść w stronę profesjonalizmu, zamieniają się w kółko amatorskich zainteresowań.

  15. arturo pisze:

    Zgadzamy się że strzelectwo sportowe i trening strzelecki który ma przygotować funkcjonariusza do służby nie ma nic wspólnego ze sobą. Jednak formalnie ma i to bardzo wiele, zastanawiam się czy ta zależność nie jest zamierzona z jakiś przyczyn prawnych, może łatwiej na „górze ” to ogarnąć i tak ma być, a ja jako szary instruktor mam robić swoje i się tym nie przejmować. Formalnie prowadzę zajęcia sportowe, które ze sportem nie mają nic wspólnego i jeżeli instruktor będzie robił swoje to będzie dobrze. Martwią mnie tylko ci wykładowcy i instruktorzy „sportowi” którzy w praktyce robią sport.

  16. arturo pisze:

    Wrócę do instruktorów, tych tylko sportowych mam nadzieję że życie zweryfikuje. Służby wybrną z tego w taki sposób, że te kwalifikacje sportowe do prowadzenia zajęć nie wystarczają, trzeba jeszcze zrobić kurs wewnętrzny. Rola tych którzy prowadzą taki kurs aby wyselekcjonować i wyszkolić właściwego instruktora. Jest jeszcze inny sposób, jeżeli mamy gościa z praktyką i umiejętnością przekazywania wiedzy to zróbmy z niego instruktora. Funkcjonariuszowi z doświadczeniem pseudo-instruktora nie wciśniesz, szkoda tylko „młodzieży „, bo Ci łykają wszystko, a potem jest problem.

  17. Zacznijmy od tego, że obecnie obowiązujące związki formalne są całkowicie sztuczne. Oczywiście, że każdy sobie jakoś radzi. Radzili sobie ludzie kiedyś, będą sobie „radzić” i w przyszłości. Taka kraina prawnej fikcji w służbach ochrony prawa. Co do strzelectwa, to mamy niesłabnący wpływ środowiska osadzonego w PZSS. Tak jak widzę jego działania od lat 90-tych, to „oni” zawsze dążyli do zdominowania całości strzelectwa w Polsce, nawet w dziedzinach, które ze strzelectwem sportowym nie miały nic wspólnego. Tym sposobem musiał im ulec np. samodzielny kiedyś ruch IPSC. Albo weźmy postawienie się PZSS niemal w roli organu administracyjnego przy udzielaniu zezwoleń na broń do celów sportowych. Tylko łowiectwo „im” się opiera, ale to druga mocna grupa. Więc w tym sensie faktycznie jest, jak ma być, z punktu widzenia tych na górze :)
    Niestety, taka systuacja wzmacnia problem nierealistycznych szkoleń.

  18. strzelam bo lubię pisze:

    Czy policyjny instruktor wyszkolenia strzeleckiego może prywatnie (poza służbą) prowadzić strzelanie?
    Przeczytałem powyższe wypowiedzi i wypełni popieram kolegę po fachu Pana Sławomira Kasprzak.
    Dla zainteresowanych tym tematem podaję podstawę prawną dla osób prowadzących strzelanie:
    ROZPORZĄDZENIE MINISTRA SPRAW WEWNĘTRZNYCH I ADMINISTRACJI
    w sprawie wzorcowego regulaminu strzelnic z dnia 15 marca 2000 r.
    § 2.
    2) prowadzący strzelanie — osobę, która odbyła przeszkolenie w zakresie prowadzenia strzelania oraz udzielania pomocy medycznej w jednostkach organizacyjnych Policji, Straży Granicznej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Służby Więziennej, Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego, Ligi Obrony Kraju lub Polskiego Związku Łowieckiego.
    Z treści tego przepisu wynika, że PROWADZĄCY STRZELANIE to osoba (policjant) posiadający przeszkolenie w zakresie prowadzenia strzelania (instruktor wyszkolenia strzeleckiego) oraz posiadający przeszkolenie w zakresie udzielania pomocy medycznej (dyplom ukończenia kursu pierwszej pomocy przed medycznej). Z tego co się orientując to większość funkcjonariuszy posiada dyplomy „Kwalifikowanej pierwszej pomocy medycznej”.

    Podsumowując: policyjny instruktor strzelectwa posiadający przeszkolenie z zakresu pierwszej pomocy medycznej – w pełni osobą upoważnioną do prowadzenia strzelań poza służbą. Nadmienić należy, że czynny funkcjonariusz musi mieć zezwolenie od swojego Komendanta wydane w formie Rozkazu personalnego NR …. wydanego na podstawie art. 62 ust. 1 Ustawy z dnia 6 kwietnia 1990 roku o Policji (zezwolenie na podjęcie zajęcia zarobkowego poza służbą).

    Nadmienić należy, że osoby cywilne (instruktorzy strzelectwa SPORTOWEGO) posiadają legitymację lub zaświadczenie wydane przez Polski Związek Strzelectwa Sportowego albo Ligę Obrony Kraju – tylko te zaświadczenia posiadają na podstawie jakiego przepisu?, podejrzewam, że na podstawie wewnętrznych własnych przepisów. W cytowanym na początku Rozporządzeniu MSWiA nie ma wzmianki o dokumentach wymaganych przy prowadzeniu strzelania, określone są tylko minimalne wymagania jakie ma spełniać osoba prowadząca strzelanie. Więc nie dajcie sobie wmówić, że macie mieć jakieś zaświadczenie lub legitymację do prowadzenia zajęć strzeleckich.
    Policjant musi mieć 2 dokumenty: 1 dot. ukończonego kursu instruktora strzelectwa i 2 kursu pierwszej pomocy przed medycznej.
    Pozdrawiam i życzę samych celnych strzałów.

  19. @s-b-l: Witam i dzięki za sięgnięcie do źródeł i spójną interperetację.

  20. arturo pisze:

    Wracam do tego tematu, bo w ostatnim czasie po uwolnieniu zawodu instruktora sportu zamiast łatwiej to sprawa się bardzo skomplikowała i rodzi mnóstwo pytań w naszym środowisku. Minister sportu nie wydaje legitymacji instruktora sportu, bo już nie ma. Natomiast zgodnie z rozporządzeniem ministra spraw wewnętrznych w sprawie wzorcowego regulaminu strzelnic prowadzić zajęcia może osoba przeszkolona w wymienionych tam instytucjach. Zauważcie proszę że jest to prowadzący zajęcia a nie instruktor, to określenie było dotąd zarezerwowane dla instruktora sportu, uważam że niesłusznie. W środowisku mundurowym bardzo popularne były kursy tzw. państwowe -instruktorów sportu bo uważano że są ważniejsze. Teraz jest słabiej bo po takim kursie dostaniemy zaświadczenie o ukończeniu kursu w danej instytucji szkoleniowej. Takie zaświadczenie w myśl zarządzenia wystarczy do prowadzenia zajęć plus oczywiście pierwsza pomoc. Policjanci i funkcjonariusze innych służb i wojskowi wymienieni w zarządzeniu o ile w ich instytucjach są prowadzone takie kursy mogą prowadzić zajęcia na strzelnicach objętych tym zarządzeniem, ale uwaga, instytucje te potrafią zastrzec sobie że osoba kończąca dany kurs jest uprawniona do prowadzenia zajęć w zakresie szkolenia strzeleckiego ale tylko z funkcjonariuszami lub żołnierzami. Czyli mogę prowadzić zajęcia na strzelnicy komercyjnej ale tylko z np. z policjantami w ramach szkolenia doskonalącego. Lubimy sprawy komplikować aby czasem ten instruktor nie wykorzystał swoich umiejętności na emeryturze czy po godzinach pracy.

  21. Marcin R pisze:

    Wiesz tu chodzi o to że strzelnice chca zarobić na swoich instruktorach – owszem mozesz prowadzic zajęcia z funkcjonariuszami ale z cywilem juz nie – bo na nim to „my” musimy zarobic. W końcu strzelectwo to elitarny sport. Tradycyjnie zrobił sie bajzel i tyle, miało byc lepiej a wyszło jak zawsze. Poczekajmy trochę az pseudo – eksperci zaczną prowadzic szkolenia strzeleckie na podstawie kwitów z pralni wydanych w Górnej Volcie

  22. arturo pisze:

    Tylko ciekawe dlaczego na zachodzie instruktorzy wszystkich firm szkoleniowych chwalą się przeszłością mundurową i jest to cecha pozytywna, a u nas były komandos instruktor nie będzie mógł prowadzić zajęcia? a jak będzie miał kwit z Górnej Volcie to będzie mógł?

  23. Marcin R pisze:

    jeśli go zatrudnia na tej strzelnicy to tak…

  24. arturo pisze:

    Dlaczego zatrudnia? Dam przykład: Jestem instruktorem w słuzbie mundurowej na co dzień, chce mnie wynając jedna z firm która ma obowiązek mieć własną ochrone obieku (elektrownia), nie maja własnych instruktorów, płacą za wynajecie strzelnicy, mają broń i amunicje, gdyby nie moja czerwona książeczka którą sobie najmniej cenie ze wszystich kursów to nie mógbym zrobić tych zajęć. Mam wydaną przez Ministra, ale teraz gość będzie miał wydaną przez rektora jakiejś uczelni albo własciciela jakiejś firmy z działalnoscia szkoleniową. To dlatego że wszystkie służby mundurowe szkolą instruktorów tylko na potrzeby własnych funkcjonariuszy czy żołnierzy i to zaznaczają w programach kursów instruktorskich i w zaświadczeniach wydanych po kursie. I jeszcze coś ciekawego:wszystkich służb mundurowych nie dotyczy dział ustawy o broni i amunicji mówiący o rozporzadzeniu o wzorcowym regulaminie strzelnic.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.