
Technika rzucania nożem trzymanym za rękojeść pozwala nadać mu największą prędkość i moc. W “Cold Steel” Styers wzmiankuje o imponujących efektach, jeśli chodzi o głębokość wbicia się w różne obiekty, jakie osiągnął rzucając w ten sposób swoim nożem.
Trzymanie noża do tego rzutu wygląda tak samo, jak zalecane przez Styersa trzymanie noża do walki. Należy zwrócić uwagę, że dotyczy to opisywanej przez niego odrębnej metody walki określonym typem noża – nożem bowie. Tego samego noża używał też do rzucania. Tak więc w tym przypadku stosowany jest chwyt jak do szabli, z kciukiem na grzbiecie rękojeści, ostrze skierowane prosto.

Rzut jest wykonywany w sposób naturalny. Powinien wygląć identycznie jak rzut piłką w baseball’u, z wykroczną nogą przeciwstawną do ręki rzucającej, pełnym zamachem i swobodnym ruchem ciała w trakcie i po rzucie. Nie wolno jedynie dodawać żadnego specjalnego ruchu w nadgarstku. W momencie rzutu rękojeść noża powinna gładko wyślignąć się z ręki, po czym ostrze ma wykonać jeden pełny obrót w powietrzu i uderzyć czubkiem w cel.
Sposób, w jaki nóż musi opuścić rękę wskazuje, że do rzucania tą metodą najlepsze są rękojeści gładkie. Jeśli rękojeść ma na końcu profilowane zgrubienie, można poradzić sobie obracając nóż do rzutu na płasko. Chwyt pozostaje ten sam, z kciukiem na wierzchu.
Kluczem do efektywności przy tej metodzie jest naturalność rzutu, nieco inna dla każdej osoby. Rzucający musi sam określić swój własny dystans, odpowiedni dla siebie i noża, którym rzuca. Tym samym nożem różne osoby bedą rzucać z różnej odległości, co zależy od tego, w jakiej odległości ich technika rzutu jest naturalna. [Przykładowo, może się zdarzyć, że jakimś konkretnym nożem o całkowitej długości np. 25 cm, ktoś będzie rzucał efektywnie z odległości 3 m. Tyczasem ktoś inny będzie musiał się ustawić z tym samym nożem powiedzmy o pół kroku bliżej lub dalej.]
Ta technika jest stosunkowo najbezpieczniejsza dla rzucającego jeśli chodzi o groźbę samookaleczenia.
Popularity: 100% [?]

Moje doświadczenie w rzucaniu nożem pochodzi z czasów służy wojskowej,mieliśmy na wyposażeniu noże szturmowe wz.55 zanim nauczyłem się rzucać dwa złamałem.Stosowaliśmy podobną technikę rzutu do tej o której piszesz z tym że, trzymaliśmy nóż za ostrze.Podczas wykonywania rzutu nóż wyślizgiwał się z ręki w sposób naturalny wbijając się dość głęboko w cel którym były podkłady kolejowe.Nie jestem ekspertem od noży ale wydaje mi się,że na sposób trzymania noża podczas rzutu i sama technika rzutu zależy od wyważenia noża np.noże wz.55 miły cięższą rękojeść od ostrza i trzymanie za ostrze dawało lepsze efekty.Natomiast nie uczyliśmy sie tego profesjonalnie więc moja wiedza na ten temat jest szczątkowa i mogę się mylić.
@Shrek: wz. 55 to piękne noże. Też taki miałem. Faktycznie, są one za delikatne do rzucania, ale mają wiele innych zalet. A na te nowsze wz. 98 nawet nie chce mi się patrzeć. Technikę rzucania za ostrze i ciekawą metodę korygowania odległości mam jaszcze w planie, to kiedyś opiszę.
Witam!
Jaki jest dobry nóż stały, który nie kosztuje fortuny?
@clownszyderca: Witam.
Niestety, nie ma odpowiedzi na takie pytanie. Chcesz mieć nóż dobry do czego? Dlaczego koniecznie fixa? A ile to dla Ciebie jest fortuna? Generalnie mogę odpowiedzieć odwracając Twoje pytanie: jedną z cech dobrego noża dla mnie jest to, że nie kosztuje mnie fortunę;)
Fakt, nie doprecyzowałem:)
Fix, który nadaje się do rzucania i pójścia do lasu, czy na biwak.
Na codzień mam Spyderco Native. Świetna stal i ostry jak brzytwa, ale do takich celów jak wyżej – zbyt delikatny.
Myslałem o wz. 98, ale piszesz, ze to szajs.
@clowszyderca: Jasne, przynajmniej już wiadomo dlaczego fix :) Wybór noża to sprawa bardzo indywidualna. Nie podejmuję się polecić niczego w ten sposób, bo jest za dużo możliwości, a w grę wchodzą jeszcze Twoje osobiste preferencje. Inaczej jeśli mowa o czymś konkretnym, jeśli się z tym zetknąłem. Wtedy mogę Ci napisać, że wz. 98 to nawet porzucasz, ale na biwaku doprowadzi Cię do szału. Gałązki tym nie utniesz, a ja to nawet nie porwał bym się z tym na zbieranie grzybów.
A Osa się nada? Wyglada fajnie i nie kosztuje majątku:)
Nigdy nie miałem Osy na własność, ale na ile mogłem się jej przyjrzeć i coś tam wypróbować, to podoba mi się. Znam osobę, która stale ją nosi, to też o czymś świadczy. Sam dla siebie planuję kiedyś to kupić.
Powinieneś być naprawdę zadowolony. Gdybyś się zdecydował i kupił, to może Ty napisz, co o tym nożu sądzisz. Przy okazji może ja będę miał przed zakupem kolejną opinię z pierwszej ręki;)
Witam.kiedys bardzo madry człowiek powiedzial mi,ze lepiej miec noz w reku niz nim rzucac!!!
Witaj, dublet.
Wątpliwości w sprawie rzucania nożem faktycznie obecnie dominują. Kilka uwag na ten temat napisałem tutaj: http://brudnawalka.pl/2008/06/uwarunkowania-rzucania-nozem/
Niezależnie od tego, jakie kto widzi zastosowania, mnóstwo ludzi trenuje rzucanie, bo lubi:)
Kontrowersyjny temat a ilu ludzi tyle opinii. Do sedna pracuje z gościem który pochodzi z kieleckiego, sam byłem zawsze sceptycznie nastawiony do rzucania nożem – wiadomo dogmaty, że to pozbywanie sie narzędzia walki, że w czasie II wojny jest udokumentowany tylko jeden skuteczny przypadek takiego użycia noża itp. ALE… facet mnie kiedyś zadziwił i pokazał jak niebezpieczny jest taki szybki rzut małym nożem (taki z bazaru za 20 zł)chwytem za rękojeść w bliskim dystansie ok 1 do 1,5 m. Ma obcykany taki numer że nawet nie wiesz w którym momencie “łapiesz kosę” oczywiście rzut poprzedzony jest łagodna dystrakcja, był w stanie bez problemu trafić w wybrany cel (twarz, gardło itp.). Mówi że podłapał to od cwaniaka ze swoich stron na pytanie “co gdy coś nie wyjdzie i nie trafisz?” Odpowiedź była krótka mam drugi, a nawet trzeci – ale nimi już rzucał nie będe. Daje do myślenia i nie mówiłbym nie.
@ Marcin R – witaj, cieszę się, że się odezwałeś.
To kieleckie to już od dawna jest takie przysłowiowe. Czy Ty specjalnie to podkreśliłeś ?:)
Numer z rzutem, który opisałeś, dotyka samego sedna. Często odruchowo traktuje się rzut nożem jako cyrkowy wyczyn na nie wiadomo jakim dystansie. Tymczasem tak jak tu, jest/może być to akcja z bliska. Podobnie był traktowany sposób rzucania nożem od dołu, który opisałem w innym miejscu. I podobnie jak jest ze strzelaniem – 1-1,5 m to także najbardziej typowy, jeśli mówimy o ulicy, dystans strzelecki…
Tak, podkreśliłem to z trzech względów:
-po pierwsze dlatego że są w tym kraju ludzie którzy wiedzą jak użyć skutecznie noża, a nie “fechtować” nim w pojedynkowym stylu (Hockheim) że są regiony gdzie nóż jest niemal wpisany w kulturę masową, a Polacy nie gęsi swoich speców mają…
-po drugie dlatego by zwrócić uwagę na to o czym kiedyś pisał “Animal”, gdy jedziesz w jakiś rejon kraju czy świata to warto popatrzeć jakimi narzędziami się tam posługują i w jaki sposób.
-A po trzecie numer wyglądał prosto i był realistycznie – widać że sprzedał to fachowiec.
A co do reszty – nawet nie masz pojęcia, a może właśnie Ty masz pojęcie jak ciężko wytłumaczyć innym instruktorom że strzelanie dla funkcjonariusza to coś więcej niż wymiana magazynka, czarna taktyka, stoper, popery (a jak popery to min 10 m) i tory strzeleckie rodem z IPSC…
@Marcin R: Tak, mam pojęcie. Niestety.
Hej Sławku wróciłbym na chwilę do twojego poprzedniego wpisu. Użycie noża w postaci rzutu w warunkach ulicznych określiłbym przede wszystkim jako szybka akcja z bliska a ten dystans 1-1,5m to dystans na ulicy do wszystkiego, strzelania, noża, pałki i bez sprzętu.
Ze strzelaniem jest o tyle ciakawa sytuacja że mało kto bierze pod uwagę psychologiczne aspekty użycia broni: złe szkolenie powoduje zakorzenienie szeregu nawyków (dwa stare milicyjne przypadki: broń boże użyć, broń boże zgubić) i odwlekanie maksymalnie momentu oddania strzału nawet gdy wszystkie warunki i przypadki zostały spełnione – co często może skutkować maksymalnym skróceniem dystansu a nawet odniesieniem ran… (ale wtedy dla prokuratury wszystko staje się jasne i sprawa jest czysta)
Ciekawostka na którą się natknąłem czytając o rzutach w warunkach wojennych jest taka ze stwierdzono że żołnierze w których rzucano nożem wypuszczali z rąk broń chcąc instynktownie się zasłonić (mówimy o starciach twarzą w twarz)… Ciekawe…
Dobra chyba za bardzo odstaje od tematu.
Pozdrawiam (może w ramach następnego tematu coś o przeładowywaniu broni?)
@Marcin R:
Ocena reakcji na gwałtowne bezpośrednie zagrożenie (np. mocno podkreślane oddziaływanie strzałów, nawet niecelnych, oddawanych z bliska w kierunku osoby albo gwałtowny atak), jest jednym z filarów na których opierali się Fairbairn, Sykes, Applegate i inni. Szkolenie musi to uwzględniać.
Temat przeładowywania jest bardzo ciekawy, choć nie ukrywam, że może być kontrowersyjny:) Na pewno warto.
No właśnie “musi” oni to wiedzieli bo w ich czasach lipa nie przechodziła a weryfikacja technik następowała w działaniach bojowych. U nas jak wypadniesz z pomysł urealnienia szkolenia to wychodzi że jesteś bandytą ze skrzywieniem na Afganistan…
A temat będzie przeładowywanie będzie kontrowersyjny ale na pewno ciekawy – będziemy mieli okazję wymienić doświadczenia i ekstra bo każdy na tym skorzysta.
Witam
Zabieram głos, gdyż zauważyłem dużą krytykę noża Wz.98 . . .
Więc teraz ja opisze swoje wrażenia z użytkowania tego noża.
Nóż kosztuje zaledwie 120 zł.
Stal baaardzo dobrze trzyma ostrość, przy używaniu typu drewno, plastyk, skóra karbowana itd. nie wliczając kamieni i innej stali – to jednak nie Kabar D2 Extreme. . . <—- prawie 600 zł w sklepie.
Ostrzy się po prostu pięknie, jest baardzo wytrzymały na udary.
Jego minus to to, że po załużmy ścięciu powyżej setki gałęzi, części drzew itd o średnicy większej niż 5cm ostrze klinga może wygiąć się na granicy rękojeści w stronę kontu pod jakim uderzamy, przyczym jeżeli wcześniej nóż naostrzymy lepiej niż wykonano to fachowo, można tego całkowicie uniknąć.
Minus, oksyda schodzi w średnio szybkim tempie, po roku czubek będzie już srebrny.
Rzuty.
Nóż pięknie wbija się z rzutu prostego jak i z obrotami, z każdej pozycji, jest wyważony.
Dobra, chwytna, gumowa rękojeść.
Po naostrzeniu – oczywiste – może być nożem bardzo ostrym.
Fabrycznie posiada jedynie szlif, nie jednak perfekcyjny, aczkolwiek do pracy wystarczający, w zasadzie jest przez to bezpieczniejszy dla używającego.
Dla mnie jak za 120zł rewelecja.
P.s jeżeli ktoś powie, że nie może nim ściąć gałązki to ubolewam nad brakiem krzepy, gdyż nóż ten ścina nawet drzewa o średnicy mniejszej niż długość ostrza. Jest to praktycznie siekierka.
Gałązki, gałęzie, jest to jeden strzał, po sprawie.
To tyle, noża używam już dwa lata.
Kupuję drugi, puki są tanie. . .
Pzdr.
Saluno
@Saluno: Witaj.
Na tę stronę co jakiś czas wchodzą ludzie po zapytaniach o wz. 98 w Google. Dzięki za taki obszerny komentarz, bo każdy będzie teraz miał do rozważenia różne poglądy.
Przy okazji – gratuluję krzepy ;)
Pozdrawiam i zapraszam do dalszego komentowania.
He he :)
Z tą krzepą troszkę mnie poniosło.
Po prostu doceniam właściwości sztyletu 98.
Co do noża, polecam :D
Przy okazji, chciałem przekazać swoje uznanie dla serwisu.
Strona wnosi bardzo wiele ciekawych i jak najbardziej praktycznych informacji.
Zacząłem od Rzucanie nożem…
ale na pewno przerobię od A do Z każdy artykuł.
Już zacząłem.
Pozdrawiam i przekazuję jeszcze raz moje uznanie.
Czekam na nowe artykuły i już nie spamuję :D
Tomasz
Proponuję nóż z ostrzem bowie.
KS 98 się świetnie nadaje do rzucania albo do wykorzystania jako łom. Ale dziś udało mi się go połamać ( utrąciłem czubek jak wyciągałem go z desek). Można nim rzucać na różne odległości i świetnie się spisuje. Rzucam tylko za rękojeść.
@Paweł i @rzucacz: Witajcie na tej stronie.
Wybór noża to z jednej strony sprawa indywidualna, ale z drugiej strony doświadczenia użytkowników pokazują pewne prawidłowości. Dobrze jeśli ktoś chce się dzielić swoimi spostrzeżeniami.
Co do rzucania, to ja się już dawno oduczyłem używać do tego celu noży “wyjściowych”. Za szybko się niszczą ;)
Wystarczy przeciąć zewnętrzną część łożyska o odpowiedniej średnicy, wyprostować na gorąco na kowadle ( ważne – po nagrzaniu palnikiem czy w palenisku nie hartować !! ) i przeszlifować na wymagany kształt. Nigdy nie pęka. Sprawdzone. Możecie nim walić nawet płasko. W latach 80 nie mieliśmy kasy ani takiego asortymentu jaki jest dzisiaj dostępny, więc radziliśmy sobie w taki w/o sposób :)
Pozdrawiam
Tom
@Zrób to sam: O tym to nie słyszałem. Dobry patent, chyba z jakichś warsztatów? My w szkole radziliśmy sobie rozbierając nożyczki na dwie części. Takie połówki były odporne na wszystko i zaskakująco dobrze wyważone do rzutów :)