<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do wpisu: O&#8217;Neill i Devil&#8217;s Brigade</title>
	<atom:link href="http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Sep 2010 09:50:22 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
	<item>
		<title>Przez: Marcin</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-10084</link>
		<dc:creator>Marcin</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 16 Aug 2010 11:48:57 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-10084</guid>
		<description>Historia wojen pokazuje, że prowadzenie działań specjalnych w terenie górskim to najtrudniejsza forma zmagań. Ciężkie, wieloletnie walki o lodowiec Siachen w latach 80 XX wieku, toczone pomiędzy Indiami, a Pakistanem to szczególny przykład: wysokości bezwględne przekraczające 6000 m.n.p.m. same w sobie stanowiące przeszkodę, maksymalne utrudnienia w poruszaniu, czy chociażby przyrządzaniu posiłków z uwagi na zagrożenie pociskami kierowanymi na ciepło (wymarzona separacja celu na tle otoczenia), stała konieczność dominacji szczytów, ażeby utrzymać się w terenie. Dziwne, że nie nawiązano współpracy szkoleniowej, pomiędzy GROM, a chociażby pakistańską SSG w zakresie takich taktyk. Przyniosłoby to nam znaczne korzyści, w postaci nowych umiejetności, a przy okazji porwania polskiego obywatela jakiś czas temu d-ca jednostki składał tam wizytę. Jednak wracając do 1.SSF: w trakcie II w.ś. zademonstrowano możliwości działań specjalnych w całej rozciągłości, również w górach. Najpierw desant na akwedukt Tragino w 1941r., wykonany siłami spadochroniarzy z 11 Batalionu SAS (jednostki powietrzno-desantowej, nie specjalnej). Efekty nie byly oszałamiające, ale stanowiły alternatywę dla nie zawsze skutecznych bombardowań strategicznych, wymagających znacznego nakładu sił i środków. Najbardziej udaną bez wątpienia był norwesko-brytyjski atak na fabrykę deuteru w Norwegii, w miejscowości Ryukan. Zwłaszcza zuchwałe zatopienie ostatnich zapasów ciężkiej wody w czasie przewożenia ich promem przez głęboki fiord, już po pełnym zaalarmowaniu Niemców zasługuje na podziw. Wysokie wymagania górskiego terenu, nieprzyjazna aura sprawiają, że są to bodaj natrudniejsze warunki do prowadzenia walki. Przyznają to nawet Brytyjczyc, których siły specjalne zaliczają się do najbardziej wszechstronnych. Jest takie powiedzenie, że żołnierz ma kilku wrogów: teren, pogodę, siebie i dopiero przeciwnika. Sądzę, że góry jedynie udowadniają tę tezę. Realistyczne szkolenie z walki wręcz i pozostałych niezbędnych umiejętności bezspornie ma pozytywny wpływ na morale walczących tam żołnierzy.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Historia wojen pokazuje, że prowadzenie działań specjalnych w terenie górskim to najtrudniejsza forma zmagań. Ciężkie, wieloletnie walki o lodowiec Siachen w latach 80 XX wieku, toczone pomiędzy Indiami, a Pakistanem to szczególny przykład: wysokości bezwględne przekraczające 6000 m.n.p.m. same w sobie stanowiące przeszkodę, maksymalne utrudnienia w poruszaniu, czy chociażby przyrządzaniu posiłków z uwagi na zagrożenie pociskami kierowanymi na ciepło (wymarzona separacja celu na tle otoczenia), stała konieczność dominacji szczytów, ażeby utrzymać się w terenie. Dziwne, że nie nawiązano współpracy szkoleniowej, pomiędzy GROM, a chociażby pakistańską SSG w zakresie takich taktyk. Przyniosłoby to nam znaczne korzyści, w postaci nowych umiejetności, a przy okazji porwania polskiego obywatela jakiś czas temu d-ca jednostki składał tam wizytę. Jednak wracając do 1.SSF: w trakcie II w.ś. zademonstrowano możliwości działań specjalnych w całej rozciągłości, również w górach. Najpierw desant na akwedukt Tragino w 1941r., wykonany siłami spadochroniarzy z 11 Batalionu SAS (jednostki powietrzno-desantowej, nie specjalnej). Efekty nie byly oszałamiające, ale stanowiły alternatywę dla nie zawsze skutecznych bombardowań strategicznych, wymagających znacznego nakładu sił i środków. Najbardziej udaną bez wątpienia był norwesko-brytyjski atak na fabrykę deuteru w Norwegii, w miejscowości Ryukan. Zwłaszcza zuchwałe zatopienie ostatnich zapasów ciężkiej wody w czasie przewożenia ich promem przez głęboki fiord, już po pełnym zaalarmowaniu Niemców zasługuje na podziw. Wysokie wymagania górskiego terenu, nieprzyjazna aura sprawiają, że są to bodaj natrudniejsze warunki do prowadzenia walki. Przyznają to nawet Brytyjczyc, których siły specjalne zaliczają się do najbardziej wszechstronnych. Jest takie powiedzenie, że żołnierz ma kilku wrogów: teren, pogodę, siebie i dopiero przeciwnika. Sądzę, że góry jedynie udowadniają tę tezę. Realistyczne szkolenie z walki wręcz i pozostałych niezbędnych umiejętności bezspornie ma pozytywny wpływ na morale walczących tam żołnierzy.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-10081</link>
		<dc:creator>Marcin</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 14:00:55 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-10081</guid>
		<description>U nas w latach 70/80 to też było ciekawie: jednostka specjalna, ale oceniana według standardów ogólnowojskowych, jak mieli za dużo urazów na ćwiczeniach, to zaraz problemy. Trudno, żeby szkolić do ekstremalnych zadań i obyło się bez wypadków. W latach 70, kiedy na zachodzie kształtowała się taktyka CQB i nikt tak naprawdę nie wiedział co powinien umieć oddział do uwalniania zakładników, uczono ich wszystkiego. Począwszy od wielokilometrowych marszów, poprzez skoki spadochronowe, walkę wręcz z psem (bodajże w GEK &quot;Cobra&quot; pies przegryzł chłopu tętnicę szyjną), wydobywania się z tonącego samochodu (w GSG-9 osiagnieto dzięki temu utopienie kursanta), strzelanie do tarcz pomiędzy kolegami (ale bez zintegrowanego oświetelenia, za to przy użyciu latarek przyklejonych taśmą - o ile dobrze pamiętam, to w SFOD-D zabito tak żołnierza), zjazdow przez szyby wind bez asekuracji, po kablach opuszczających windę (w ASASR - gdyby nie rękawice to gość pozbyłby się ciała i skóry na dłoniach - poważne poparzenia przy zjeździe zaliczył kiedyś na zawodach na Węgrzech pewien żołnierz z 1PSK). Żywiołowość była cechą szczególną ówczesnego szkolenia, ale obecnie wszystko jest gotowe. W dowolnym miejscu można stworzyć zespół specjalistów, co pokazuje incydent zakładniczy w Limie (1997r.). Nikomu nie znana jednostka przeprowadziła udaną operację po 4 miesiącach szkolenia. Z walką wręcz jest to samo: niczego nie trzeba wymyslać, są gotowe wzorce. Ale w tej dziedzinie za dużo jest facetów z ambicjami - każdy chce udowodnić, ze jest najlepszy, a prestiż szkolenia wojska, a zwłaszcza SF kusi. Pamietam zabawne reklamy z &quot;Guns &amp; Weapons for LE&quot; z niejakim Petersenem reklamującym swój &quot;undefendeabale&quot; SCARF (czy jakoś tak) ... no po prostu od razu &quot;surrender&quot;, &quot;sorry&quot; i pełny szacun ...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>U nas w latach 70/80 to też było ciekawie: jednostka specjalna, ale oceniana według standardów ogólnowojskowych, jak mieli za dużo urazów na ćwiczeniach, to zaraz problemy. Trudno, żeby szkolić do ekstremalnych zadań i obyło się bez wypadków. W latach 70, kiedy na zachodzie kształtowała się taktyka CQB i nikt tak naprawdę nie wiedział co powinien umieć oddział do uwalniania zakładników, uczono ich wszystkiego. Począwszy od wielokilometrowych marszów, poprzez skoki spadochronowe, walkę wręcz z psem (bodajże w GEK &#8220;Cobra&#8221; pies przegryzł chłopu tętnicę szyjną), wydobywania się z tonącego samochodu (w GSG-9 osiagnieto dzięki temu utopienie kursanta), strzelanie do tarcz pomiędzy kolegami (ale bez zintegrowanego oświetelenia, za to przy użyciu latarek przyklejonych taśmą &#8211; o ile dobrze pamiętam, to w SFOD-D zabito tak żołnierza), zjazdow przez szyby wind bez asekuracji, po kablach opuszczających windę (w ASASR &#8211; gdyby nie rękawice to gość pozbyłby się ciała i skóry na dłoniach &#8211; poważne poparzenia przy zjeździe zaliczył kiedyś na zawodach na Węgrzech pewien żołnierz z 1PSK). Żywiołowość była cechą szczególną ówczesnego szkolenia, ale obecnie wszystko jest gotowe. W dowolnym miejscu można stworzyć zespół specjalistów, co pokazuje incydent zakładniczy w Limie (1997r.). Nikomu nie znana jednostka przeprowadziła udaną operację po 4 miesiącach szkolenia. Z walką wręcz jest to samo: niczego nie trzeba wymyslać, są gotowe wzorce. Ale w tej dziedzinie za dużo jest facetów z ambicjami &#8211; każdy chce udowodnić, ze jest najlepszy, a prestiż szkolenia wojska, a zwłaszcza SF kusi. Pamietam zabawne reklamy z &#8220;Guns &amp; Weapons for LE&#8221; z niejakim Petersenem reklamującym swój &#8220;undefendeabale&#8221; SCARF (czy jakoś tak) &#8230; no po prostu od razu &#8220;surrender&#8221;, &#8220;sorry&#8221; i pełny szacun &#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-10080</link>
		<dc:creator>Marcin</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 13:39:22 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-10080</guid>
		<description>Z &quot;parterem&quot; to fakt. Powinno się to umieć, ale równanie: parter z czterema &quot;do tanga&quot; = pistolet i seria szybkich stzrałów, albo ortopedia przez pół roku. W najlepszym razie. Niczego lepszego, niż praktyk z trzeźwym spojrzeniem, ktory w dodatku chce zaangażować sie w szkolenie - nie da się wymyśleć. Spośród moich kolegów, którzy &quot;są w temacie&quot; pamietam, jak jeden zapatrzył się na pałki RRB. I usiłował mi wcisnąć, że po prostu nic lepszego nie ma. Nie uważam się za eksperta w tej akurat tematyce, chociaż teoria i doświadczenie niemałe (chciałoby się powiedzieć: niestety). Po pewnym czsie wrócił ów kolega do &quot;batona&quot; i temat RRB się urwał. Na podstawie tego, co mi się w życiu przytrafiało, to raczej skłaniam się ku prostym wojskowym pomysłom tj. combative z II w.ś., czyli właśnie F&amp;S, oraz początkowe techniki Combat 56 (ostatnio to chyba trochę w stronę ju-jitsu poszli patrząc na techniki). I raczej rację mają faceci związani z Brylem: wola walki, wykrzesanie z siebie agresji, rozumowanie po linii - nie co on zrobi mnie, ale ile ja potrafię zrobić krzywdy jemu. Chcoiaż generalnie ich styl bycia to nie moja bajka, to ich podejscie jest jak najbardziej sensowne. Bez woli walki nic nie pomoże, ale też trzeba wiedzieć kiedy zaatakować, a kiedy
podkulić ogon i ten przykład z parterem jest jak znalazł. Co do parteru, to pamiętam, że właśnmie tak, jako młody chłopak, tak 19-20 dawałem wycisk koledze, który trenował boks i normalnie na nogach był trudny do przejścia. Generalnie jeżeli już decydujesz się walczyć, to maksimum agresji i ataki na punkty wrażliwe z zaskoczenia. Broniąc się musisz natychmiast uzyskać przewagę, nie wiesz z góry z kim masz do czynienia, a najlepiej nie wyglądać na osobę łatwą do &quot;ubicia&quot;. Na interwencjach najczęściej najwięcej &quot;roboty&quot; robi zdecydowanie, nie wdawanie się w dyskusje, oraz często umiejętność negocjacji. A jak już dochodzi do &quot;zwarcia&quot; to najczęściej szarpaniny, z prostymi chwytami za głowę i uciskiem wrażliwych części ciała, &quot;liście&quot;, oraz ew. k...niaki w &quot;zad&quot; na ochłodę. I pyskówki oczywiście, co uwielbiam, bo pracowałem trochę wparze z kolega, który opanował to do mistrzostwa i nieraz &quot;goscie&quot; byli gaszeni tak, że walki się im odechciewało, a nam trudno było zachować powagę. Nie uważam się za znawcę tematu, ale byłoby co opowiadać przy piwie ... nieraz faceci, którzy przychodzą do takiej pracy mają podejscie &quot;dzoarskie&quot;, dopiero potem okazuje się, że tonfa z reguły leży w samochodzie.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Z &#8220;parterem&#8221; to fakt. Powinno się to umieć, ale równanie: parter z czterema &#8220;do tanga&#8221; = pistolet i seria szybkich stzrałów, albo ortopedia przez pół roku. W najlepszym razie. Niczego lepszego, niż praktyk z trzeźwym spojrzeniem, ktory w dodatku chce zaangażować sie w szkolenie &#8211; nie da się wymyśleć. Spośród moich kolegów, którzy &#8220;są w temacie&#8221; pamietam, jak jeden zapatrzył się na pałki RRB. I usiłował mi wcisnąć, że po prostu nic lepszego nie ma. Nie uważam się za eksperta w tej akurat tematyce, chociaż teoria i doświadczenie niemałe (chciałoby się powiedzieć: niestety). Po pewnym czsie wrócił ów kolega do &#8220;batona&#8221; i temat RRB się urwał. Na podstawie tego, co mi się w życiu przytrafiało, to raczej skłaniam się ku prostym wojskowym pomysłom tj. combative z II w.ś., czyli właśnie F&amp;S, oraz początkowe techniki Combat 56 (ostatnio to chyba trochę w stronę ju-jitsu poszli patrząc na techniki). I raczej rację mają faceci związani z Brylem: wola walki, wykrzesanie z siebie agresji, rozumowanie po linii &#8211; nie co on zrobi mnie, ale ile ja potrafię zrobić krzywdy jemu. Chcoiaż generalnie ich styl bycia to nie moja bajka, to ich podejscie jest jak najbardziej sensowne. Bez woli walki nic nie pomoże, ale też trzeba wiedzieć kiedy zaatakować, a kiedy<br />
podkulić ogon i ten przykład z parterem jest jak znalazł. Co do parteru, to pamiętam, że właśnmie tak, jako młody chłopak, tak 19-20 dawałem wycisk koledze, który trenował boks i normalnie na nogach był trudny do przejścia. Generalnie jeżeli już decydujesz się walczyć, to maksimum agresji i ataki na punkty wrażliwe z zaskoczenia. Broniąc się musisz natychmiast uzyskać przewagę, nie wiesz z góry z kim masz do czynienia, a najlepiej nie wyglądać na osobę łatwą do &#8220;ubicia&#8221;. Na interwencjach najczęściej najwięcej &#8220;roboty&#8221; robi zdecydowanie, nie wdawanie się w dyskusje, oraz często umiejętność negocjacji. A jak już dochodzi do &#8220;zwarcia&#8221; to najczęściej szarpaniny, z prostymi chwytami za głowę i uciskiem wrażliwych części ciała, &#8220;liście&#8221;, oraz ew. k&#8230;niaki w &#8220;zad&#8221; na ochłodę. I pyskówki oczywiście, co uwielbiam, bo pracowałem trochę wparze z kolega, który opanował to do mistrzostwa i nieraz &#8220;goscie&#8221; byli gaszeni tak, że walki się im odechciewało, a nam trudno było zachować powagę. Nie uważam się za znawcę tematu, ale byłoby co opowiadać przy piwie &#8230; nieraz faceci, którzy przychodzą do takiej pracy mają podejscie &#8220;dzoarskie&#8221;, dopiero potem okazuje się, że tonfa z reguły leży w samochodzie.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin R</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-10079</link>
		<dc:creator>Marcin R</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 09:31:22 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-10079</guid>
		<description>Odnośnie poziomu wyszkolenia i stosowania śpb w praktyce - znany film
http://www.youtube.com/watch?v=2kpiSwU5t2E</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Odnośnie poziomu wyszkolenia i stosowania śpb w praktyce &#8211; znany film<br />
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=2kpiSwU5t2E" rel="nofollow">http://www.youtube.com/watch?v=2kpiSwU5t2E</a></p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin R</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-10078</link>
		<dc:creator>Marcin R</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 12 Aug 2010 09:29:21 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-10078</guid>
		<description>Najciekawsze jest to że stopniowo zaczynają się wycofywać z BJJ po doświadczeniach z linii. od początku wojny w Iraku do 2008 zanotowano ok 1000 ataków na żołnierzy USA za pomocą różnych narzędzi (nie mam to na myśli broni palnej i materiałów wybuchowych) co można sklasyfikowac jako walkę wręcz. Okazało się że wiele tych ataków powiodło się i żołnierze odnieśli różnego rodzaju obrażenia, ponieważ amerykanie uwielbiają statystykę więc policzono to i... armia dojrzewa do zmiany systemu szkolenia. 
Moim zdaniem celem szkolenia podstawowego jest wyposażenie żołnierza w proste narzędzie walki zwane walką wręcz składające się z kilku prostych elementów wyćwiczonych do bólu. Tymczasem amerykanie zabrnęli w ślepą uliczkę chcąc z żołnierzy stworzyć zawodników MMA w 36 h. Efekt przypomina trochę to co w Polsce działo się w latach 70/80 z tym że zamiast rozbijania głowami płonących dachówek są zawody sportowe z zasadami , wyłączeniami itp. 
W przypadku służb mundurowych często parter jest nadmiernie eksponowany ale to często wynika z osobistych preferencji instruktorów. Wiadomo shit happend ale dużo większy nacisk niż na wiązanie się w parterze powinno się kłaść na wychodzenie z parteru bo niestety w tym kraju nieszczęścia często chodzą parami, trójkami, czwórkami itp... A o treningu z wyposażeniem to nawet nie będe wspominał bo rzadko gdzie to funkcjonuje...
Nie mogę się powstrzymać - w instrukcji walki wręcz USMC poza zasadniczymi elementami takich zajęć są jeszcze &quot;pogadanki umoralniające&quot; w stylu: &quot;o kobiecie żołnierzu nie myśl jak o obiekcie seksualnym, jest ona twoim partnerem od którego może zależeć twoje życie itp.&quot; Te pogadanki zabierają ok 10 % czasu zajęć...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Najciekawsze jest to że stopniowo zaczynają się wycofywać z BJJ po doświadczeniach z linii. od początku wojny w Iraku do 2008 zanotowano ok 1000 ataków na żołnierzy USA za pomocą różnych narzędzi (nie mam to na myśli broni palnej i materiałów wybuchowych) co można sklasyfikowac jako walkę wręcz. Okazało się że wiele tych ataków powiodło się i żołnierze odnieśli różnego rodzaju obrażenia, ponieważ amerykanie uwielbiają statystykę więc policzono to i&#8230; armia dojrzewa do zmiany systemu szkolenia.<br />
Moim zdaniem celem szkolenia podstawowego jest wyposażenie żołnierza w proste narzędzie walki zwane walką wręcz składające się z kilku prostych elementów wyćwiczonych do bólu. Tymczasem amerykanie zabrnęli w ślepą uliczkę chcąc z żołnierzy stworzyć zawodników MMA w 36 h. Efekt przypomina trochę to co w Polsce działo się w latach 70/80 z tym że zamiast rozbijania głowami płonących dachówek są zawody sportowe z zasadami , wyłączeniami itp.<br />
W przypadku służb mundurowych często parter jest nadmiernie eksponowany ale to często wynika z osobistych preferencji instruktorów. Wiadomo shit happend ale dużo większy nacisk niż na wiązanie się w parterze powinno się kłaść na wychodzenie z parteru bo niestety w tym kraju nieszczęścia często chodzą parami, trójkami, czwórkami itp&#8230; A o treningu z wyposażeniem to nawet nie będe wspominał bo rzadko gdzie to funkcjonuje&#8230;<br />
Nie mogę się powstrzymać &#8211; w instrukcji walki wręcz USMC poza zasadniczymi elementami takich zajęć są jeszcze &#8220;pogadanki umoralniające&#8221; w stylu: &#8220;o kobiecie żołnierzu nie myśl jak o obiekcie seksualnym, jest ona twoim partnerem od którego może zależeć twoje życie itp.&#8221; Te pogadanki zabierają ok 10 % czasu zajęć&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-10073</link>
		<dc:creator>Marcin</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Aug 2010 13:18:33 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-10073</guid>
		<description>To o czym Piszesz jest typowe, a podyktowane chyba jakąś potrzebą usystematyzowania. Być może dowodcy dochodzą do wniosku, że potrzeba tu jakiegoś źródła, systemu porządkującgo. Nie od dziś wiadomo, że wyzsze szarże dostają ci, co z prawdziwym działaniem mają mało wspólnego. Niemniej i tu można zyskać: w sporcie pewne elementy - pojedyncze techniki, część metodyki szkoleniowej. Często są to &quot;gotowce&quot;, ktore naturalnie trzeba zaadoptować do potrzeb wojska, ale to rola dla doświadczonych szkoleniowców z bagażem wiedzy wyniesionej z linii. W wojsku szkolenie z walki wręcz ma inny wymiar: podbudowa psychologiczna, sprawnosć fizyczna. Ale w służbach o charakterze porządkowym jest jednym z filarów wyszkolenia, umiejętność walki wręcz jest podstawowa. I wtedy to &quot;turlanie&quot; się ma znaczenie, przecież instyntkownie ściaga się przeciwnika do parteru, łatwo mogą cię też przewrócić. Kłopot jest z tym, że dobór technik walki musi uwzględniać umundurowanie i ekwipunek, przecież nikt zdrowy na umyśle nie próbuje rzutu przez bidoro, mając na nim kaburę z pistoletem.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>To o czym Piszesz jest typowe, a podyktowane chyba jakąś potrzebą usystematyzowania. Być może dowodcy dochodzą do wniosku, że potrzeba tu jakiegoś źródła, systemu porządkującgo. Nie od dziś wiadomo, że wyzsze szarże dostają ci, co z prawdziwym działaniem mają mało wspólnego. Niemniej i tu można zyskać: w sporcie pewne elementy &#8211; pojedyncze techniki, część metodyki szkoleniowej. Często są to &#8220;gotowce&#8221;, ktore naturalnie trzeba zaadoptować do potrzeb wojska, ale to rola dla doświadczonych szkoleniowców z bagażem wiedzy wyniesionej z linii. W wojsku szkolenie z walki wręcz ma inny wymiar: podbudowa psychologiczna, sprawnosć fizyczna. Ale w służbach o charakterze porządkowym jest jednym z filarów wyszkolenia, umiejętność walki wręcz jest podstawowa. I wtedy to &#8220;turlanie&#8221; się ma znaczenie, przecież instyntkownie ściaga się przeciwnika do parteru, łatwo mogą cię też przewrócić. Kłopot jest z tym, że dobór technik walki musi uwzględniać umundurowanie i ekwipunek, przecież nikt zdrowy na umyśle nie próbuje rzutu przez bidoro, mając na nim kaburę z pistoletem.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin R</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-10039</link>
		<dc:creator>Marcin R</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 09 Aug 2010 21:33:31 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-10039</guid>
		<description>Odświeżając temat. Moim zdaniem największy błąd jaki można zrobić w szkoleniu żołnierzy to wprowadzić to co  zrobili amerykanie w Armii i USMC. Wprowadzono system walki oparty na sportowych wzorcach i formach rywalizacji włącznie ze stopniami pasami itp. Ktoś kto nad tym myślał był stuknięty ale ten kto to wprowadził to jeszcze większy idiota. najśmieszniejsze jest to że system objął wszystkie formacje także Special Forces w ramach szkolenia podstawowego. Tłumaczy się to potrzebą uduchowienia żołnierzy wyrobienia odpowiedniego sposobu myślenia (walcz do końca) itp. Wszyscy są zadowoleni, są zawody, wygrywają nasterydowane miśki które ze służbą mają niewiele wspólnego, są kolorowe pasy do spodni - w sumie ładnie... Szczerze - jestem przerażony głupotą jak widzę tych żołnierzy turlających się po ziemi (a czasami nawet na matach) jestem ciekaw kiedy ten syf trafi do szkolenia w służbach Polsce bo przecież wszyscy wiedzą że to co amerykańskie jest najlepsze...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Odświeżając temat. Moim zdaniem największy błąd jaki można zrobić w szkoleniu żołnierzy to wprowadzić to co  zrobili amerykanie w Armii i USMC. Wprowadzono system walki oparty na sportowych wzorcach i formach rywalizacji włącznie ze stopniami pasami itp. Ktoś kto nad tym myślał był stuknięty ale ten kto to wprowadził to jeszcze większy idiota. najśmieszniejsze jest to że system objął wszystkie formacje także Special Forces w ramach szkolenia podstawowego. Tłumaczy się to potrzebą uduchowienia żołnierzy wyrobienia odpowiedniego sposobu myślenia (walcz do końca) itp. Wszyscy są zadowoleni, są zawody, wygrywają nasterydowane miśki które ze służbą mają niewiele wspólnego, są kolorowe pasy do spodni &#8211; w sumie ładnie&#8230; Szczerze &#8211; jestem przerażony głupotą jak widzę tych żołnierzy turlających się po ziemi (a czasami nawet na matach) jestem ciekaw kiedy ten syf trafi do szkolenia w służbach Polsce bo przecież wszyscy wiedzą że to co amerykańskie jest najlepsze&#8230;</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-4377</link>
		<dc:creator>Marcin</dc:creator>
		<pubDate>Wed, 11 Mar 2009 11:15:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-4377</guid>
		<description>Technika wciąż jednak nie istnieje bez taktyki i strategii,  a więc sfery umysłowości ludzkiej i dorobku praktyczno-intelektualnego wielu pokoleń. Przyroda wciąż wydaje się zaś nieposkromiona - interesujące relacje nt. praktycznego użycia nowinek technicznych przedstawiał p. Mirosław Kuleba. Jego spostrzeżenia dotyczyły konfliktu w Czeczenii, gdzie przebywał. Pisał chcoiażby o prozaicznych problemach z bateriami w niskich temperaturach, w odniesieniu do długości ramienia logistycznego wojsk i samowystarczalności walczących pododdziałów. Wszak obecnie nadal usilnie wierzy się w idee tj. OICW itp. Jednak prawdziwe rewolucje techniczne to kwestia detali np. odpornych źródeł zasilania kolimatorów, nkto- i termowizorów, GPS itd., bo przecież na tego typu technice opiera się przewagę nad przeciwnikiem państw wysoko rozwiniętych.
Natomiast mało kto chce interesować się sferą umysłowości człowieka, współczesny świat powoduje wiele antagonizmów międzyludzkich - ile ostatnio było np. głośnych strzelanin w różnych szkołach itp. Człowiek jako jednostka schodzi na dalszy plan, a zarówno w życiu codziennym, jak i w zagadnieniach walki to jednak ślepa uliczka.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Technika wciąż jednak nie istnieje bez taktyki i strategii,  a więc sfery umysłowości ludzkiej i dorobku praktyczno-intelektualnego wielu pokoleń. Przyroda wciąż wydaje się zaś nieposkromiona &#8211; interesujące relacje nt. praktycznego użycia nowinek technicznych przedstawiał p. Mirosław Kuleba. Jego spostrzeżenia dotyczyły konfliktu w Czeczenii, gdzie przebywał. Pisał chcoiażby o prozaicznych problemach z bateriami w niskich temperaturach, w odniesieniu do długości ramienia logistycznego wojsk i samowystarczalności walczących pododdziałów. Wszak obecnie nadal usilnie wierzy się w idee tj. OICW itp. Jednak prawdziwe rewolucje techniczne to kwestia detali np. odpornych źródeł zasilania kolimatorów, nkto- i termowizorów, GPS itd., bo przecież na tego typu technice opiera się przewagę nad przeciwnikiem państw wysoko rozwiniętych.<br />
Natomiast mało kto chce interesować się sferą umysłowości człowieka, współczesny świat powoduje wiele antagonizmów międzyludzkich &#8211; ile ostatnio było np. głośnych strzelanin w różnych szkołach itp. Człowiek jako jednostka schodzi na dalszy plan, a zarówno w życiu codziennym, jak i w zagadnieniach walki to jednak ślepa uliczka.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Sławomir Kasprzak</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-4374</link>
		<dc:creator>Sławomir Kasprzak</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 10 Mar 2009 09:31:42 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-4374</guid>
		<description>Mogę się tylko podpisac po Twoimi uwagami. We współczesnym wojsku decyduje technika i uzbrojenie i człowiek może się niejako schować za tą techniką. Często wtedy nawet nie musi wykazywać cech zwyczajowo oczekiwanych od żołnierza, bardziej zbliża się do modelu wysoko wykwalifikowanego pracownika. W formacjach specjalnych tej techniki nie jest już tak dużo w porównaniu do innych formacji, a bezpośredni kontakt z przeciwnikiem bardzo prawdopodobny. Bez odpowiedniego przygotowania osobistego, powodzenie czy nawet tylko przetrwanie wydaje się niemożliwe.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Mogę się tylko podpisac po Twoimi uwagami. We współczesnym wojsku decyduje technika i uzbrojenie i człowiek może się niejako schować za tą techniką. Często wtedy nawet nie musi wykazywać cech zwyczajowo oczekiwanych od żołnierza, bardziej zbliża się do modelu wysoko wykwalifikowanego pracownika. W formacjach specjalnych tej techniki nie jest już tak dużo w porównaniu do innych formacji, a bezpośredni kontakt z przeciwnikiem bardzo prawdopodobny. Bez odpowiedniego przygotowania osobistego, powodzenie czy nawet tylko przetrwanie wydaje się niemożliwe.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Przez: Marcin</title>
		<link>http://brudnawalka.pl/2008/12/oneill-i-devils-brigade/comment-page-1/#comment-4373</link>
		<dc:creator>Marcin</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 09 Mar 2009 19:37:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://brudnawalka.com/?p=442#comment-4373</guid>
		<description>Nauczanie walki wręcz w wojskowych formacjach specjalnych budzi obecnie kontrowersje. Skadinąd wiadomo, że orężem podstaowym pozostaje karabin/pm, celem jest efekt w postaci wygranej. Zarówno w operajcach uwalniania zakładników, jak i wojskowych operacjach specjalnych, szczególnie tam gdzie ramię logistyczne nie jest zbyt długie, to amunicja strzelecka służy do walki przede wszystkim.
Mnie natomiast przy okazji takich sporów/rozważań narzucają się pewne refleksje. Otóż jak zwykle prawda tkwi pośrodku i zależy na co i kiedy położyć akcent.
Walka wręcz wydaje się być kośćcem wyszkolenia takiego żołnierza. Pomaga sprawdzać i formować jego charakter, co dla nich wydaje się zaliczać do kluczowych kwestii. Ma bezpośredni związek ze sprawnością, daje możliwości działania, kiedy broni z jakichkolwiek powodów użyć się nie da. Sądzę, że nawet jeśli konkretny komandos nigdy nie walczył w rzeczywistej sytuacji gołymi rękoma, to szkolenie takie dało &quot;mu&quot; wiele. Na pewno jedno przydatne narzędzie więcej.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Nauczanie walki wręcz w wojskowych formacjach specjalnych budzi obecnie kontrowersje. Skadinąd wiadomo, że orężem podstaowym pozostaje karabin/pm, celem jest efekt w postaci wygranej. Zarówno w operajcach uwalniania zakładników, jak i wojskowych operacjach specjalnych, szczególnie tam gdzie ramię logistyczne nie jest zbyt długie, to amunicja strzelecka służy do walki przede wszystkim.<br />
Mnie natomiast przy okazji takich sporów/rozważań narzucają się pewne refleksje. Otóż jak zwykle prawda tkwi pośrodku i zależy na co i kiedy położyć akcent.<br />
Walka wręcz wydaje się być kośćcem wyszkolenia takiego żołnierza. Pomaga sprawdzać i formować jego charakter, co dla nich wydaje się zaliczać do kluczowych kwestii. Ma bezpośredni związek ze sprawnością, daje możliwości działania, kiedy broni z jakichkolwiek powodów użyć się nie da. Sądzę, że nawet jeśli konkretny komandos nigdy nie walczył w rzeczywistej sytuacji gołymi rękoma, to szkolenie takie dało &#8220;mu&#8221; wiele. Na pewno jedno przydatne narzędzie więcej.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
