Rezultaty doświadczeń i studiów nad przebiegiem walki, jakie dokonały się w latach 1908 – 1940 w Szanghai Municipal Police, odcisnęły wielki wpływ na sposobie prowadzenia walk podczas II wojny światowej, a ich wpływ trwa do dzisiaj. Fairbairn był postacią prominentną, może największą, ale nie jedyną, która wyróżniała się w tych burzliwych czasach. Wielkie uznanie zyskał choćby jeden z jego uczniów i podwładnych Dermot Michael “Pat” O’Neill.
“Pat” O’Neill, zdjęcie z lat 50-tych.
O’Neill wstąpił do SMP w 1925 roku, mając 20 lat. Z pochodzenia był Irlandczykiem, jako nastolatek podróżował do Chin i osiedlił się w Szangahju. Tu zainteresował się azjatyckimi sztukami walki. Swoje nauki zaczął od kilku systemów “chińskiego boksu”, jak wówczas nazywano to, co my dzisiaj określamy jako “kung fu”. Twardy charakter, zdolności i poświęcenie studiom sztuk walki zwróciły na niego uwagę W.E. Fairbairna. Z czasem “Pat” O’Neill został sierżantem i instruktorem w Reseve Unit.
Obok stylów chińkich oraz Defendu pod okiem Fairbairna, O’Neill poświęcił się judo. Trenował tę sztukę jako jeden z nielicznych cudzoziemców w czasach Jigoro Kano (jego bezpośrednim nauczycielem był Uchijima), osiągając niezwykle wysokie stopnie wtajemniczenia. Na przełomie lat 30- i 40-tych został uhonorowany stopniem Godan, piąty dan. Obok judo, w czasie swojego pobytu w Japonii zajmował się także Kempo. Wszystkie te nauki oraz doświadczenia ze służby na ulicy wpłynęły na wpracowanie własnego systemu walki O’Neilla, którego nauczał przed wojną marines stacjonujących w Szanghaju, a potem komandosów w jednej z najsłynniejszych jednostek II wojny światowej.
W 1942 r. Kanada i USA podjęły decyzję o utworzeniu wspólnej jednostki specjalnej, początkowo przeznaczonej do walki na tyłach wroga w warunkach zimowych i górskich. Jednostka została nazwana 1st Special Service Force. Przydział, dowództwo i żołd były kanadyjskie. Mundury, ekwipunek, wyżywienie, obiekty, transport i inne wydatki były amerykańskie. Regulamin dyscypliny miał obowiązywać żołnierzy według ich przynależności narodowej. Niespełna 700 żołnierzy było podzielonych na 3 tzw. regimenty w sile kompanii oraz na pododdział wsparcia. Proporcje narodowościowe ustalono na pół na pół.
Ostre konflikty pomiędzy nacjami wybuchły od samego początku. Kanadyjczycy przydzieleni do jednostki byli świetnie wyszkoleni i zdyscyplinowani, podczas gdy amerykańscy ochotnicy stanowili ich całkowite przeciwieństwo. Wynikało to ze sposobu naboru do tej jednostki zastosowanego w US Army, który preferował ochotników uprzednio pracujących jako drwale, strażnicy leśni, myśliwi itp.
Konflikty na tle narodowościowym i ambicjonalnym stały się częścią legendy. Z czasem, w miarę postępów w szkoleniu, wygasały, a w ich miejsce pojawiły się więzi, które uczyniły z tego zlepku twardą i spójną jednostkę, gotową do przeciwstawienia się każdemu przeciwnikowi. Jej skuteczność była tak wielka, że z czasem zyskała sobie miano Devil’s Brigade, Brygady Diabła, nadane im podobno przez Niemców.
Szkolenie jakie przeszli było rygorystyczne i intensywne. Obejmowało taktykę walki za liniami przeciwnika, walkę wręcz, użycie materiałów wybuchowych, spadochorniarstwo, wspinaczkę, narciarstwo, prowadzenie działań wojennych w górach i inne. Walki wręcz nauczał ich Dermot “Pat” O’Neill.
Wynikło to stąd, że w tym samym 1942 roku Fairbairn został oddelegowany do OSS. Wkrótce ściągnął tam O’Neilla, a gdy pojawiła się potrzeba przydzielenia instruktora walki wręcz do nowo tworzonej jednoski, zaprotegował na to miejsce właśnie jego.
O’Neill całkowicie odnalazł się w nowym środowisku. Uczył komandosów swojego systemu walki i uczestniczył w tworzeniu wyposażenia niezbędnego do realizacji zadań tej jednostki, jak choćby noża V-42. Po zakończeniu okresu szkolenia, gdy1st SSF została wysłana do walki, O’Neill odmówił pozostania na tyłach i zadeklarował, że ponieważ szkolił tych ludzi, powinien tak samo walczyć ramię w ramię z nimi. Tak się też stało. Pozostał w jednostce w randze kapitana.
Jego system potwierdził wielokrotnie swoją skuteczność w czasie walk. O’Neill wpłynął tym samym znacznie na ukształtowanie się wojskowych systemów walki w bliskim kontakcie w US Army i US Marines.
Popularity: 5% [?]

Nauczanie walki wręcz w wojskowych formacjach specjalnych budzi obecnie kontrowersje. Skadinąd wiadomo, że orężem podstaowym pozostaje karabin/pm, celem jest efekt w postaci wygranej. Zarówno w operajcach uwalniania zakładników, jak i wojskowych operacjach specjalnych, szczególnie tam gdzie ramię logistyczne nie jest zbyt długie, to amunicja strzelecka służy do walki przede wszystkim.
Mnie natomiast przy okazji takich sporów/rozważań narzucają się pewne refleksje. Otóż jak zwykle prawda tkwi pośrodku i zależy na co i kiedy położyć akcent.
Walka wręcz wydaje się być kośćcem wyszkolenia takiego żołnierza. Pomaga sprawdzać i formować jego charakter, co dla nich wydaje się zaliczać do kluczowych kwestii. Ma bezpośredni związek ze sprawnością, daje możliwości działania, kiedy broni z jakichkolwiek powodów użyć się nie da. Sądzę, że nawet jeśli konkretny komandos nigdy nie walczył w rzeczywistej sytuacji gołymi rękoma, to szkolenie takie dało “mu” wiele. Na pewno jedno przydatne narzędzie więcej.
Mogę się tylko podpisac po Twoimi uwagami. We współczesnym wojsku decyduje technika i uzbrojenie i człowiek może się niejako schować za tą techniką. Często wtedy nawet nie musi wykazywać cech zwyczajowo oczekiwanych od żołnierza, bardziej zbliża się do modelu wysoko wykwalifikowanego pracownika. W formacjach specjalnych tej techniki nie jest już tak dużo w porównaniu do innych formacji, a bezpośredni kontakt z przeciwnikiem bardzo prawdopodobny. Bez odpowiedniego przygotowania osobistego, powodzenie czy nawet tylko przetrwanie wydaje się niemożliwe.
Technika wciąż jednak nie istnieje bez taktyki i strategii, a więc sfery umysłowości ludzkiej i dorobku praktyczno-intelektualnego wielu pokoleń. Przyroda wciąż wydaje się zaś nieposkromiona – interesujące relacje nt. praktycznego użycia nowinek technicznych przedstawiał p. Mirosław Kuleba. Jego spostrzeżenia dotyczyły konfliktu w Czeczenii, gdzie przebywał. Pisał chcoiażby o prozaicznych problemach z bateriami w niskich temperaturach, w odniesieniu do długości ramienia logistycznego wojsk i samowystarczalności walczących pododdziałów. Wszak obecnie nadal usilnie wierzy się w idee tj. OICW itp. Jednak prawdziwe rewolucje techniczne to kwestia detali np. odpornych źródeł zasilania kolimatorów, nkto- i termowizorów, GPS itd., bo przecież na tego typu technice opiera się przewagę nad przeciwnikiem państw wysoko rozwiniętych.
Natomiast mało kto chce interesować się sferą umysłowości człowieka, współczesny świat powoduje wiele antagonizmów międzyludzkich – ile ostatnio było np. głośnych strzelanin w różnych szkołach itp. Człowiek jako jednostka schodzi na dalszy plan, a zarówno w życiu codziennym, jak i w zagadnieniach walki to jednak ślepa uliczka.